Dzień dziecka …. najważniejsze święto… !!!!

Witajcie

Może nie jestem doskonała, ale kiedy patrzę na swoje dziecko, to myślę sobie, że coś w moim życiu wyszło absolutnie doskonale ..:)

Z pewnością to stwierdzenie jest niezbyt skromne, ale na prawdę tak uważam. Moje córcia, upragniona, długo oczekiwana w końcu pojawiła się w naszym życiu. Od pierwszych chwil swojego istnienia walczyła o to, by się móc pojawić na tym świecie :) Dziewięć miesięcy, gdy była pod moim serduszkiem, ciągle nie wiadomo było, czy uda mi się donosić ciążę, jednak się udało… !! Pomimo częstych pobytów w szpitalu, przyjmowania leków na podtrzymanie ciąży, ciągłych jakiś powikłań… udało się… 18 lutego 2008 roku o godzinie 2:20 pojawiła się na świecie Amelia Maria :) Moje 3 700 g i 57 cm szczęścia :)

Dzisiaj już duża panna :) modnisia, lubiąca dobrze wyglądać… wesoła, pełna pomysłów, oczywiście pyskata ..:) po rodzicach za pewne ;) wrażliwa, w miarę zdyscyplinowana, … moja… po prostu moja….. nasze 21 kg szczęścia… i ciągle rośnie… :)

W tym roku, po raz pierwszy nie możemy razem spędzić Dnia Dziecka…. Amelka pojedzie na weekend na wieś do Babci, gdzie Tatuś zrobił jej mały plac zabaw, ( napiszę kiedyś o etapach pracy ) będzie miała dużo obowiązków: małe kurczęta, kaczuszki, indyczki, świnki, łowienie ryb, w czym Amelka dobrze sobie radzi. Ma swoją wędkę, zrobioną przez dziadka oczywiście :)

A my tymczasem z mężem wybierzemy się na weekend do Warszawy, zrobić coś dla nas :) spędzić trochę wspólnie czasu. Bo od pięciu lat jakoś nie udało nam się wygospodarować choćby jednego wspólnego, szalonego, romantycznego weekendu.

Oczywiście prezenty Amelce z Dnia Dziecka zakupione, wręczymy jej już dzisiaj jak będziemy ją zostawiać u Dziadków. Z pewnością też kupimy jej coś w stolicy…. Babcia także zadba o atrakcje w tych dniach…. także raczej nie będzie moje dziecię jakoś bardzo pokrzywdzone…. w przecież w każdej chwili możemy zrobić jej Dzień Dziecka, a nie trzymać się kurczowo tego terminu…. Oj chyba sama próbuję siebie usprawiedliwić …:)

 Kocham życie, bo dało mi Ciebie, kocham Ciebie, boś jest moim życiem

pozdrawiam

Anetka

Przygoda z przedszkolem :)

Witajcie
Dzisiaj chciałabym napisać o Amelce i przedszkolu, która na swoje miejsce w prywatnym przedszkolu czekała prawie dwa lata.

Amelka, gdy miała trzy latka bardzo chciała chodzić do przedszkola, garnęła się do dzieci, była nie raz rozżalona widząc inne dzieci uczęszczające do przedszkola… a tu weź wytłumacz dlaczego Ona nie może… W końcu udało się, Amelka skończyła 4 latka i posłaliśmy ją dumnie do przedszkola bardzo małego, ale sympatycznego i takiego rodzinnego :) Pani dyrektor jednak zaproponowała nam by Amelka jako czterolatek poszła do grupy pięciolatków, twierdziła, że będzie to z korzyścią dla niej i dla nas.

Zaczęło się wspaniale, zakupiona wyprawka… pierwszego dnia poszła dumnie do przedszkola, oboje z mężem być może bardziej żeśmy to przeżywali niż Ona. W końcu to nasz jedyne dziecko, które zawsze jest z nami. Nikt inny dotąd nie zajmował się nią, była ciągle z jednym z nas, pomimo iż oboje pracowaliśmy, nie potrzebowaliśmy żadnej niani, czasem tylko Babcia przyjeżdżała, ale to sporadycznie.

Amelka w przedszkolu, mąż w pracy, a ja siedziałam w domu… i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić… usiadłam na kanapie z kubkiem kawy i zastanawiałam się czy oby na pewno dobrze zrobiłam, bo przecież mogła siedzieć jeszcze przez rok w domu. Nie mogłam się doczekać, kiedy wybije 15 … doczekałam się, oczywiście biegnę do przedszkola, bo na pewno moja jedynaczka płacze tam za mamą… a tu zachodzę.. dziecko bawi się, nawet nie zauważa obecności matki :( W końcu podnosi głowę, spogląda na mnie… i zaczyna płakać.. : ” dlaczego tak szybko po mnie przyszłaś….?”
Pomyślałam sobie. że jestem już nie potrzebna swojej córce, poczułam się jakoś nieswojo.. i tak to wyglądało przez jakiś tydzień, bo oczywiście po tygodniu zachorowała i siedziała przez kolejny w domu ze mną.. :)

Inni się dziwili, że Amelka tak szybko się zaaklimatyzowała w przedszkolu, szczególnie z mężem byliśmy zaskoczeni, jednocześnie utwierdzało nas to w przekonaniu, że decyzja o przedszkolu była słuszna. … No ale po dwóch tygodniach zaczęło się…. Amelka zaczęła w przedszkolu płakać, już wieczorem zaczynała histerię, że nie pójdzie do przedszkola, zaczęły się bole brzucha… cos strasznego… nie mogliśmy zostawić jej w przedszkolu, bo trzymała się kurczowo nóg.. płakała straszliwie, Panie mówiły że podczas zajęć tez płacze…jak ja odbieraliśmy to nieraz, aż zapuchnięta od płaczu.
I tak trwało to około dwóch miesięcy…. nie wiedziałam już co robić… gotowa byłam wypisać ja z tego przedszkola i niech by się nie męczyła… wymyślałam bajki o przedszkolu, ściągałam bajki terapeutyczne, wymyślałam wróżki przedszkolne, który przysyłały jej listy i przynosiły prezenty, była nawet tablica motywacyjna na lodówce… musiała zbierać uśmiechnięte buźki za dzielność w przedszkolu, za pięć otrzymywała prezent… ale miało to raczej odwrotny skutek. Bo dodatkowo stresowała się tym, że nie uzbiera tych buziek i nagrody nie będzie, a Ona tak się stara… nagroda oczywiście i tak była, gdy chociaż jedna buźka była zadowolona….

Brałam już nawet pod uwagę wizytę u psychologa, bo było widać, że mała na prawdę sobie nie radzi…a i nam już brakuje sił i pomysłów jak jej pomóc… w ogóle nawet nie wspominaliśmy już przedszkola, nie zwracaliśmy już uwagi na jej wieczorne histerie.

W końcu przyszła jesień, zaczęły spadać liście, przyjechała do nas siostra ze swoją córką, która jest rówieśniczką naszej Amelki i która nie chodzi do przedszkola. Zaczęliśmy przekonywać Amelkę, że jest super szczęściarą, bo może chodzić do przedszkola, a jej kuzynka takiej możliwości nie ma… no niby zaczęło skutkować, nawet Pani mówiła, że jest lekka poprawa. Ale nadal było widać, że naszej córce to chodzenia nie sprawia radości.

Niby garnęła się do dzieci, chciała chodzić, ale i się bała… w końcu nie wytrzymałam…. wkurzyłam się któregoś dnia tak bardzo, że powiedziałam jej, że bez względu na to czy będzie tam ryczała czy nie to i tak będzie chodziła, że każdy gdzieś chodzi .. mama z tatą do pracy, a Ona musi chodzić do przedszkola, a jak nie będzie chciała chodzić do przedszkola, to będzie chodziła do parku grabić liście…. i nie uwierzycie ….poskutkowało….

Wyrodna matka …. :) ale w końcu zaczęła chodzić chętnie, uśmiecha się, uczestniczy aktywnie w zajęciach, śpiewa, tańczy…. jest szczęśliwa no i my oczywiście również…:)
Teraz czasem chce, żeby została ze mną w domu, to nawet nie ma mowy… codziennie wstaje, raczej bez większego marudzenia i ochoczo wędruje do swojego przedszkola…
Oczywiście zastanawiam się czy nie lepiej jej by było w swojej grupie rówieśniczej, ale i tak jestem z niej dumna i szczęśliwa, że to wszystko mamy już za sobą..:)

Miłego dnia kochani
pozdrawiam
Anetka

Wieczorny rytuał …:) czyli problemy z zasypianiem

Poród to nie tylko narodziny dziecka, to także narodziny Matki… Matki, zdolnej do poświęceń, profesjonalnej, ufającej swoim instynktom, mająca w sobie niewyobrażalna siłę, a przed sobą jedyny cel: Dać MIŁOŚĆ

 

 

Witajcie Kochani

Ostatnimi czasy borykam się z ciągle powtarzającym się problemem u mojej Amelki, a mianowicie problem z zasypianiem. Córcia od pierwszych dni swojego życia spała w swoim łóżeczku, nie brałam jej do naszego łóżka wiedząc, że dzieci bardzo szybko przyzwyczajają się do łóżka rodziców :) i nie chętnie z niego rezygnują :) Do mniej więcej trzech lat dzieliliśmy wspólną sypialnię z dzieckiem, później nadszedł moment, by spała sama w pokoju, oczywiście był protest, ale jakoś udało się..:) Codziennie wieczorem czytamy jej bajki, niektóre znamy na pamięć, niektóre książeczki chowam głęboko, by wypróbować jakiś innych. No i w sumie wszystko było by ok, gdyby nie fakt, że trzeba jej czytać, tyle bajek, aż zaśnie, odczekać moment, a następnie spróbować cichutko na paluszkach wymknąć się z pokoju. Zazwyczaj kończy się tak, że mała ma tak czujny sen, że od razu się budzi i prosi, by z nią jeszcze posiedzieć…..  A człowiek zwyczajnie, nie zawsze ma tyle sił i cierpliwości…. kurczę ma pięć lat, ciągle śpi przy zapalonej lampce, nie godzi się by było inaczej :) Wymyślam rożne sposoby, bajki o wróżkach i misiach, które boja się światła,  o nocnym „życiu” zabawek, w końcu listy od wróżek z prezentami…. ale jakoś słabo to wszystko działa. Czasem jest nawet problem z tym, kto ma jej czytać, bo chce żeby czytał Tatuś, a za chwilę płacze, żeby to była Mamusia…. czasem jest tak, że urządzamy sobie wspólne czytanie bajek… oj , jakże wówczas jest miło..:)

Ale chciałabym, by już nauczyła się sama zasypiać, po przeczytaniu bajki, bym mogła ucałować swoja kruszynkę, zgasić lampkę i iść sobie obejrzeć film, czy pogadać z mężem …. Ale może to jeszcze nie pora, nie wiem ….:)

Pozdrawiam

Anetka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzień Matki ….

Dzień Matki… lubię to ! :)

Dzień Matki, jest chyba najpiękniejszym dniem i świętem dla każdej mamy. Ja mam to szczęście bycia mamą już od ponad pięciu lat.

Amelka jest wesołą, szaloną dziewczynką, jednak bardzo wrażliwą kobietką … :) oczywiście ma swoje nastroje :) Ale dziękuję, że ją mam … nic lepszego nie mogło mnie w życiu spotkać. A jej niedzielny tekst po prostu dodaje mi otuchy i wiary…. Podczas łowienia ryb, zapytała swojego Tatę : „Tato, a czy Ty chciałeś mieć taką wędkę ? ” – ” Tak, córeczko, chciałem”. ” A więc widzisz Tatusiu, marzenia się  spełniają”  :)

A teraz troszkę fotek z naszego życia :) szczególnie osóbki, dzięki której  JESTEM MAMĄ, … :) TAK JESTEM MAMĄ I JESTEM Z TEGO CHOLERNIE DUMNA !!! :)

Amelka podczas urodzin

 

I to byłoby na tyle ze wspomnień

pozdrawiam                                                                                                                 Anetka

 

Złośliwośc rzeczy martwych a może czas na zmianę..?

Witajcie
Jestem szczęśliwą posiadaczką pralki, chyba już od 8 lat tej samej, przez jakieś 7 lat służyła nam bez większych zastrzeżeń … od ubiegłego roku zaczęła płatać nam figle…
Dzisiaj mężuś wymienił w niej „kołnierz” albo „fartuch” .. :) nie pamiętam dokładnie nazwy :), będzie to juz trzeci… wcześniej jakies włączniki takze sam wymieniał. Dzięki temu zaoszczędziliśmy na naprawie. Ale nie wiem, może lepiej kupić nową, może jakąś bardziej nowoczesną… chociaż ta w sumie mimo kilku niedogodności jest całkiem całkiem.
Ot, i to taki dylemat matki polki w sobotnie południe :)
Dzisiaj także wybieramy się na prezentacje garnków. Bardzo znana, renomowana firma, garnki prezentują się uroczo, cały zestaw bardzo efektowny. Największy nacisk położony na oszczędność i możliwość zdrowego gotowania np na parze lub bez użycia tłuszczu. Jestem zachwycona…. szczególnie że mój zestaw garnuszków jest, że tak powiem na wykończeniu…:) Przeraża mnie najbardziej cena zestawu, bo taki zestawik 18-sto elementowy to koszt 7 000 zł Trochę dużo jak na nasz domowy budżet … oczywiście będzie z pewnościa możliwość zakupu okazyjnego, ale to i tak koszt około 4 000 …. nadal dużo.. :)
Ale kiedyś stanę się posiadaczką tego, że tak powiem mercedesa w kuchni :)

Życie zaczyna się tam, gdzie kończy się strach….:)

Wszystko co robimy, czego się podejmujemy, każda myśl i każdy talent w nas złożony są jak cegły – tylko od nas zależy czy użyjemy ich do budowania murów, które odgrodzą nas od ludzi i od miłości, czy użyjemy ich do budowania mostów, które pozwolą czasami przejść do drugiego człowieka, przekroczyć trudną i rwącą rzekę, które pozwolą innym przychodzić do nas…

Miłego dnia kochani,
Pozdrawiam
Anetka

Witajcie

Witam
Mam na imie Aneta, mam 29 lat. Od 9 lat jestem żoną Krzysia oraz mama Amelki od lat 5. Ostatnio spotykam wiele koleżanek i właśnie z bolgu dowiaduję się o ich życiu, jakos na spotkania w realu jest zbyt mało czasu.
Mam nadzieję, że uda mi się jakos prowadzenie tego bloga i spotkam się chociaż z kilkoma pozytywnymi opiniami
Pozdrawiam
Anetka