Świat z obiektywu …. :)

Witajcie

Jakoś brakuje mi natchnienia na pisanie, więc idę na łatwiznę :) zapodam kilka foteczek :)

 

Kocham życie, bo dało mi Ciebie, kocham Ciebie, boś jest moim życiem

 

 

 

 

 

Najpiękniejsza biżuteria jaką możesz mieć na szyi, to ręce dziecka ją oplatające :)

 

:)

I znowu się uśmiecham…. Przecież mogłoby być o wiele gorzej. A ja kocham to, co mam… Życie jest piękne,, trzeba tylko umieć z niego korzystać. Ja się wciąż uczę.. uczę od nowa…. W kółko upadam, ale najważniejsze, że po każdym upadku powstaję…

 

Dziecko jest nadzieją, która rozkwita wciąż na nowo, projektem, które nieustannie się urzeczywistnia, przyszłością, która zawsze pozostaje otwarta….

Nie ucz dziecka, jak być bogatym – naucz je, jak być szczęśliwym. Dzięki temu jak dorośnie będzie znało wartość rzeczy, a nie ich cenę …

Bo nie wystarczy przecież pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłosć w ręce i przenieść ją przez życie…

Wieczorne poważne rozmowy … :)

Witajcie

Mama: Amelko, a kto może się cieszyć, śmiać ?

Amelka: Wszyscy, nawet dorośli.

M: A kto może się smucić?

A: Wszyscy, nawet czasem Mama może płakać, jak jej jest smutno. Ja mogę płakać, jak mi ktoś dokucza. Wszyscy mogą się smucić.

M: A kto może się złościć ?

A: Tata na Mamę nie może się złościć, Mama na Tatę nie może się złościć. Rodzice na dziecko nie mogą się złościć.  Czasem można być złym na kogoś, albo nawet się obrazić …  ale nie można się złościć bo taka jest właśnie miłość. Bo jak się kogoś kocha to nie można się złościć na tego kogoś, wiesz ?

Tak to wyglądają nasze wieczorne rozważania nad sensem istnienia :)

Przez nią nasz dom stał się głośniejszy, dzień krótszy, noc męcząca, portfel cieńszy, a moje ubrania ciaśniejsze. Ale za to jej obecność dodaje siły i sensu naszemu życiu :)

A wczoraj po południu córka wyrwała sobie drugi mleczny ząbek, wieczorem Mamusia wcieliła się w rolę Wróżki Zębuszki, podłożyła jej do pudełeczka z ząbkiem 5 zł :) a co…. nie ma co przepłacać…. A jaka szczęśliwa jest teraz nasza szczerbata pociecha :)

Pozdrawiam

Anetka

Codzienność… czy musi być szara ?

Witajcie

Jakoś nie mogę pozbierać myśli, nie mogę opanować emocji, nie mogę się skupić na zadaniach, brakuje mi jakiejś życiowej energii … Za oknem pogoda kaprysi, a więc chyba i mnie się coś udziela…. :)

Wiem, że świat nie może brać odpowiedzialności za jakość naszej codzienności, on ją tylko przynosi. Czyja to jest wina, że w wielu związkach tak ciężko podjąć rozmowę o problemach. Niby mówi się, że należy otwarcie mówić o problemach, ale jednak jest to bardzo trudne. Każdy z nas posiada takie „kawałki” siebie, które bywają trudne w relacji. Mamy swoje złe nawyki, jakieś przyzwyczajenia, bywamy marudni, kapryśni…. brakuje nam czasem cierpliwości, optymizmu, chęci do działania. Czasem bywa tak, że budzimy się osobno, nawet jeżeli leżymy w tym samym łóżku.

Ale może być inaczej :) kiedy związek jest dobrem w naszym życiu, to potrafimy uśmiechać się do siebie nawzajem i w naturalny sposób możemy odczuć, że bez tej drugiej osoby nasz dzień byłby smutny i nijaki :)

Odpowiedzialny i dojrzały związek, to taki w którym ma się świadomość, że nie wszystko będzie różowe, że mogą pojawić się choroby, kłopoty finansowe, problemy… W którym miłość nie jest tylko krótkotrwałą emocją, chwilowym pożądaniem, zaspakajaniem tylko seksualnych  potrzeb. To relacje, które są budowane każdego dnia, ciągle dorzuca się do pieca, aby nie dopuścić do zaprószenia ognia. To dobra codzienność, która poprzez małe gesty i znane tylko nam rytuały dnia codziennego umacniają nasz związek. Trzeba się lubić, a wówczas wszystko da się znieść, wszystko przetrzymać…. Stawiać na jakość a nie ilość, razem także można się fajnie nudzić….  Chęci jednej strony nie wystarczą.

Gdy kogoś kochasz, jesteś jak stworzyciel świata – na cokolwiek spojrzysz, nabiera to kształtu, wypełnia się barwą, światłem. Powietrze przytula się do ciebie, choćby był mróz, a ty masz w sobie tyle radości, że musisz ją rozdawać wokoło, bo się w tobie nie mieści.

„Małżeństwo jest jak nożyce; czasami idą w tym samym kierunku, czasem w przeciwnym, ale biada temu kto znajdzie sie pomiędzy ostrzami!!! ” :)

Miłego wieczorku :)

Pozdrawiam

Anetka

Ale przepraszam, o co chodzi … ???

Witajcie

Chciałabym się podzielić moimi odczuciami zdobytymi wczorajszego dnia. Mam jakieś mieszane uczucia, odczucia, spostrzeżenia i w ogóle jakiś dziwny obraz „POLSKIEJ RODZINY”.

Udałam się z samego rana do Urzędu Gminy w celu zdobycia rachunków za wodę i takie tam :) Zdziwił mnie tłum ludzi czekających przy schodach wejściowych do budynku. Nie wiedziałam zbytnio co jest grane, ale myślę ..idę … przecież muszę :) Wewnątrz jeszcze większe skupisko ludzi, od razu można było wyczuć woń unoszącego się alkoholu … Moja Mama powiedziała, że wypłacane są różnego rodzaju zasiłki … I wydawałoby się, że nie ma w tym nic złego, ani oburzającego  …

Weszłam do pokoju, dostałam potrzebne mi rachunki, udałam się jeszcze do pobliskiego sklepu, a tam kolejne zaskoczenie …  większość tych ludzi robi mało przemyślane zakupy… alkohol, lody….. ręce mi opadły…

Idę do samochodu, jeszcze czekam na swoją mamę, która załatwia swoje sprawy… i między czasie przyglądam się oczekującym w kolejce „potrzebującym”

Większość z nich wygląda mi na patologię :( zaniedbani, skacowani, z niskim poziomem kultury osobistej zarówno mężczyzn jak i kobiet. Nie potępiam ich, absolutnie … nie wywyższam się, nie czuję się za lepsza czy coś w tym stylu….

Oburza mnie jedynie to, że Ci wszyscy ludzie dostają pieniądze, bo znajdują się w trudnej sytuacji życiowej …. W większości przypadków sami sobie są winni. Nie chce im się pracować, albo idą do pracy,do dnia wypłaty jeszcze jakoś dotrwają, a później szukaj wiatru w polu …. Dostają pieniądze z gminy na zakup książek, ubrań dla dzieci chodzących do szkoły… i co robią..? załatwiają sobie rachunki, a niejednokrotnie nie małe pieniądze przeznaczają na zupełnie inne cele… Dzieci nadal jak nie miały ubrań tak i nie mają,,,, Przyznawane są im socjalne mieszkania, które często są przez nich dewastowane, zamieniane na meliny. Otrzymują wsparcie w postaci produktów żywnościowych, które nierzadko zdarza się kupić za niewielkie pieniądze albo wymienić na piwo czy wino …

Oczywiście jestem zdania, że należy pomagać, wesprzeć potrzebujących … ale kurczę … gdzie idzie ta pomoc ? Czy przypadkiem nie jest kierowana albo w zły sposób albo do niewłaściwych ludzi…? Jestem ciekawa czy pracownicy tych instytucji wiedzą o tym i widzą to, co mnie wczoraj oburzyło ? Aby otrzymać jakieś wsparcie jest tam wytyczona granica dochodu, jaki rodzina może osiągać… czasami zdarza się tak, że na prawdę ludzie są poukładani, ale nie wychodzi im zbytnio w życiu, jednak starają się .. dzieci są zadbane, może skromniej ubrane, ale schludnie i czysto. Przekraczają dochód w minimalnej kwocie i pozbawiani są pomocy. W świetle przepisów są bogaci… a tak na prawdę nie mogą związać koniec z końcem.

Na prawdę staram się zrozumieć, ale nie mogę… to co wczoraj widziałam zwyczajnie powaliło mnie na ziemię, pozbierać się nie mogę jeszcze dzisiaj :) Oczywiście jestem zdania: pomagajmy, wspierajmy, ale z głową i tym, którym ta pomoc jest faktycznie potrzebna. Tym, którzy wykorzystają ją we właściwy sposób, skrzętnie przekalkulują każdy wydawany grosz…. Bo oczywiście może się każdemu noga w życiu powinąć, można nie mieć pracy, o którą teraz tak trudno, można mieć gorszy okres w życiu …. ale nie może być tak, że nie będziemy robić nic, bo Państwo da … Każdy powinien odbić się, zakasać rękawy i robić wszystko, by się w życiu lepiej wiodło….

A może zwyczajnie ja po prostu czegoś nie rozumiem … :(

Pozdrawiam

Anetka

Uffff jak gorącoooo ….. !!!

Witajcie

Od kilku dni pogoda rewelacyjna, słońce grzeje… parno…trochę duszno… w mieszkaniu nawet nie ma możliwości zrobienia przeciągu, ale i tak się cieszę :) nie marudzę, nie narzekam.. bo w końcu mogłoby ciągle padać, a wówczas dziecko wyjść z domu zbytnio nie chce … i tak testuje cierpliwość matki, której niestety zbyt dużo nie posiada w zanadrzu :)

A tak wyłazi się, wczoraj popołudnie przesiedziała w basenie :) oczywiście siłą wyciągałam ją, bo nawet nie przerażała jej nadchodząca burza ….:) Usnęła w miarę szybciutko, więc i ja zadowolona byłam, że spędzę wieczorek oglądając jakiś sympatyczny film :) tradycyjnie nic ciekawego nie było…. :( zaczęłam więc oglądać jakiś horror o wróżce zębuszce, bardziej mnie śmieszył niż straszył, więc wyłączyłam telewizor, wtuliłam się w męża z nadzieją szybkiego zaśnięcia… ale nie było mi dane… :) Sąsiedzi z bloku na przeciwko, postanowili skutecznie utrudniać zaśnięcie wszystkim mieszkańcom otaczających bloków…. :( Zabawa, głośna muzyka połączona ze „śpiewem” a raczej bełkotem, śmiech, krzyki…. czyli to wszystko, czego tygryski nie lubią najbardziej w środku nocy, po ciężkim dniu :)

Dzisiaj więc z bojowym nastawieniem wzięłam się za sprzątanie, upiekłam ciasto, które „chodziło” za mną od kilku dni…. ale tradycyjnie mi się nie udało … :( Ale co tam… nie zamierzam się załamywać z tego powodu … zawsze, kiedy zależy mi na czymś to mi nie wychodzi :) trzeba się przyzwyczaić i przywyknąć :)

Sterta ubrań do prasowania wzywa mnie :) Nie chce się, ale chyba muszę :)

W dzisiejszych czasach ciężko jest być kobietą. Musisz myśleć jak facet, postępować jak dama, wyglądać atrakcyjnie i tyrać jak wół … :)

Pozdrawiam

Anetka

Ojcem zostać łatwo, znacznie trudniej nim być …..

Witajcie

Już niebawem Dzień Ojca…. :) Kiedyś nie lubiłam tego święta, może dlatego, że nie miałam go z kim spędzać. Mój Tato zmarł w wieku 41 lat, ciężko chorował, kiedy odszedł ja byłam ośmioletnią dziewczynką. Zawsze czułam się jakoś gorsza będąc półsierotą , miałam wrażenie, że każdy kto tylko na mnie spojrzy od razu to widzi. Niejednokrotnie wyobrażałam sobie jak to by było, gdyby żył ? Czy byłby ze mnie dumny? Czy podzielałby moje decyzje i wybory? Czy cieszyłby się z już teraz pięcioletniej wnuczki ….? Czy Amelka lubiłaby swojego Dziadka ?…. Pytań jest niekończąca się lista… ale nie da się niczego już zmienić…. tak się stało, życie przybrało taki bieg wydarzeń ….

Gdy na świecie pojawiła się moja latorośl, mój mąż bardzo mnie zaskoczył. Co prawda nie dał się namówić na wspólny poród, ale gdy tylko dostał wiadomość, że mamy córeczkę od razu przyjechał na salę porodową, gdzie jeszcze trwały ostatnie czynności poporodowe :) Widoczne było jego wzruszenie i radość :) Gdy wróciłyśmy do domu, oczywiście nie było już tak kolorowo jak przez te dni w szpitalu… nie było komu pomóc, doradzić, wesprzeć, powiedzieć co i jak :) Mnie nie jednokrotnie puszczały nerwy, emocje były ogromne, moja bezradność coraz większa, zmęczona, wyczerpana, załamana…. nie miałam sił … Amelka miała kolki, prawie do roku czasu, w ogóle miała problemy z trawieniem i wypróżnianiem… Chile zwątpienia były bardzo częste, podobnie jak i załamania ….

A mój mąż wykazywał się zawsze cierpliwością i takim opanowaniem, jak nikt z dotąd znanych mi osób …. brał naszą dziewczynkę na rączki, układał wygodnie na poduszeczce i kładąc na swoich kolach bujał…. mówiąc ciągle tym samym nie zmienionym tonem głosu… Opowiadał jej co robił w ciągu całego dnia, czytał artykuły z gazet typu: „Rolniczy przegląd techniczny”, a Ona wlepiała w niego swoje niebieskie oczka i z zaciekawieniem słuchała…. nawet „wspólnie oglądali” programy motoryzacyjne… :) Jemu usypianie Amelki zajmowało pięć minut, a mnie dwie godziny :)

Kiedy latorośl podrosła, zawsze musiała pomóc Tacie, a to wścibiając śrubokręt w komputer… a to przy kładzeniu struktury na balkonie.. kiedy to Tato kładł na ścianę, a córka z tyłu szła i dokładnie zeskrobywała to co ojciec nałożył :) Dzieliła się z Tatą nawet ostatnim cukierkiem i tym wszystkim co miała :) Razem zawsze mieli zwariowane pomysły, które oczywiście jak najbardziej odpowiadały naszej kózce :)

Nigdy nie spodziewałam się, że mój mąż zmieni się tak bardzo dla kobiety :) Ta mała kobietka jest jego oczkiem w głowie, którą rozpieszcza, uczy różnych rzeczy, dla której gotów zrobić wszystko. Kiedy wraca zmęczony z pracy, wydawałoby się, że padnie zaraz przy progu :) jednak ma jeszcze siły by turlać się po podłodze, chować za czym się da… bo akurat wybuchła wojna :) Nieraz stanowczy, nieraz nawet karę wymierzy…. jednak i tak ciągle jest między nimi gruba, niewidzialna nić…

 takiego kontaktu życzę każdemu dziecku i każdemu ojcu :)

Czy bywam zazdrosna o córkę… ? Nigdy !!!… Cieszę się, że ma takiego ojca, na którego może liczyć, z którym rozmawia, z którym się wygłupia, bo nieraz mam wrażenie, że zamiast jednego dziecka mam dwoje… :) Który, kiedy jesteśmy na wsi, jedzie specjalnie po nią traktorem, tylko dlatego, że mała to uwielbia .. :) Który, kiedy trzeba nakrzyczy, upomni, ale zawsze jest :)

 

:)

Dzieciom nie wystarczą lody i wycieczki do kina. Dzieci potrzebują ojca na co dzień…. :)

Miłego dnia

Pozdrawiam

Anetka

Na ryby… la la.. la la….

Witajcie

Dzisiaj, (z resztą podobnie jak i wczoraj) wybieramy się na łowienie ryb :) Teściowie posiadają piękny stawik, w którym można „upolować” małe i nie małe rybki :)

Zasiedliśmy więc na brzegu każdy z wędeczką….a tu nic… kompletnie nic…:) a ja specjalnie ryżem gotowanym z kurkumą poczęstowałam owe rybki, a one nic… olały normalnie moje starania… Dzisiaj nie będę taka łaskawa … suchym chlebkiem poczęstuję … mam nadzieję, że jeżeli nawet nie uda mi się upolować niczego szczególnego, to chociaż zostanę słońcem muśnięta :)

Mężuś i córcia od wczoraj na wsi, my z Mamusią wylegujemy się w domku. Upalnie, słonecznie…. po prostu super… ;)

Miłego dzionka

pozdrawiam

Anetka

STOP przemocy wobec kobiet … !!!

Witajcie

Wczoraj wstrząsnęła mnie wiadomość, którą otrzymałam od swojej koleżanki z liceum, że jest bita przez swojego faceta. Normalnie nie mogę uwierzyć, że nadal takie zjawiska są obecne wokół mnie, że spotykane są wśród moich znajomych…. nie mogę sobie wyobrazić czegoś takiego…. Zaczęłam więc szperać, czytać… statystyki przerażają….

Przemoc wobec kobiet i przemoc domowa to nadal zjawiska powszechne. Na świecie więcej kobiet w wieku od 15 do 44 lat umiera na skutek przemocy, niż na raka, malarię czy w wypadkach drogowych. Według danych policji w Polsce w 2011 roku odnotowano ponad 110 000 przypadków przemocy domowej…… :( szok !!!

Przemoc wobec kobiet jest tak powszechna, że stała się zjawiskiem oczywistym. Traktujemy jako „normalne” zjawisko to, że w każdym większym bloku jest przynajmniej jedno mieszkanie, w którym kobieta jest bita lub poniżana przez męża lub partnera. Według badań prof. Beaty Gruszczyńskiej w Polsce co roku od 700 tysięcy do miliona kobiet pada ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej, 30 tysięcy kobiet staje się ofiarami gwałtu, a 150 kobiet ginie w wyniku tzw. nieporozumień rodzinnych.

AGRESJA MĘŻCZYZN WOBEC KOBIET JEST KRETYŃSTWEM I WYNIKA WYŁĄCNIE Z PSYCHICZNEJ SŁABOŚCI LUB NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI PRZEJAWIAJĄCYCH JĄ MĘŻCZYZN.

Normalnie nie mogę uwierzyć, że ta moja koleżanka na to pozwala,… zamiast pogonić faceta w cholerę, a na odchodne walnąć go w pysk … to pewnie go kocha, może nauczona została, że skoro już znalazła faceta, to żeby się go kurczowo trzymała. :(

 ”nie bije, nie pije..?” – to masz szczęście. „pije i bije” – no masz gorzej, ale ciesz się, że go masz. Tak ciągle jeszcze radzą córkom ich własne matki. NIE!!! Bije i pije? Jest chory! Potrzebuje być może pomocy, ale Ty kobieto nie jesteś niewolnicą, możesz czuć się w obowiązku pomóc, ale nie masz obowiązku poddawać się domowym egzekucjom!

Może to zabrzmi okrutnie, ale uważam, że Kobiety doświadczające przemocy nie są bez winy. Ich winą jest bierność wobec sytuacji i wobec przekonania o tradycji. Wiele z nich myśli, że tak, jak one mają, tak ma większość. Inne naprawdę są „zadowolone”, że w ogóle jakiegoś chłopa w domu mają, bo im się zdaje, że na innego nie zasługują albo że same kompletnie nie dałyby sobie rady. Oczywiście jedno i drugie, to zawsze bzdura, zawsze, gdy za te „zyski” płacą siniakami, płaczem dzieci i niechcianymi aktami seksualnymi. Jeszcze inne myślą sobie – zlał mnie z zazdrości. No tak, tylko mu się wydawało, przecież tamten facet tylko na mnie patrzył, to nawet nie moja wina, ale skoro mój ślubny zazdrosny, to znaczy kocha chyba, fajnie, co tam siniaki. Nie, dziewczyno, nie ma takiej miłości prawdziwej, w której byłoby miejsce na taką zazdrość i na takie siniaki.

Wiem, że musze jej jakoś pomóc, nie wiem jeszcze jak…. ale za wszelką cenę będę próbowała by zaczęła godnie żyć …. nie jestem psychologiem, ale może chociaż trochę jej pomogę …. spróbuję wesprzeć, może wskazać drogę, gdzie może szukać pomocy…..

Nie dajmy się unosić emocjom. Poza jedną jedyną emocją – miłością. Prawdziwą miłością. Pragnieniem SZCZĘŚCIA drugiego człowieka…. gdzie nie ma absolutnie miejsca na jakąkolwiek przemoc… !!!!

Miłego dnia

Pozdrawiam

Anetka

Rozważanie południowe :)

Witajcie

Od rano mój nastrój i nastawienie do świata pozostawia wiele do życzenia :) Jakoś nic się nie chce, brak energii i sił :) Amelka od kilku dni testuje moją cierpliwość :) Staje się coraz bardziej pyskata, stawia na swoim…. nie wiem co na nią tak działa :) Przychodzi z przedszkola i oznajmia, że albo miała karę, albo że ktoś na nią skarży … wczoraj mówiła, że „była bliska kary, ale się jakoś udało…. na ostrzeżeniu się skończyło” W domu dwa dni z rzędu miała karę, w sobotę siedziała sama kilka minut w pokoju,  w niedzielę nie mogła wyjść po południu na balkon, wczoraj jej obiad nie smakował……  ale wieczorem piszczała, żeby jej pizzę zamówić…

Być może pogoda, a raczej brak stabilizacji w pogodzie działa na nas jakoś dziwacznie :) to deszcz to słońce, to duszno, to zimno…. ajjj :)

Wczoraj mężuś dzwoni z nowinką…. „kochanie kupujemy działkę? przecież chciałaś” Od razu uśmiech na twarzy :) Przecież marzy mi się działeczka, gdzie moglibyśmy spędzać czas :) Takie nasze własne miejsce…. ale nie wiem czy 10 000 zł to nie za dużo …. myślę, kalkuluję,,,, nie wiem :(

Przecież chce budować swój własny domek, z pięknym salonem; przestronną, komfortową, funkcjonalną kuchnią połączoną z jadalnią…. z moją własną biblioteczką, z biurem dla męża…. sypialnią z wygodnym łożem i własną kołdrą :) w piwnicy z małą siłownią … tak tak z basenem :) heh …

ale przecież trzeba stawiać sobie małe cele, realne, takie na nasze siły i możliwości :)  …. iść małymi kroczkami,  po zbadanym stabilnym gruncie…. więc może zaryzykować kupić tę działeczkę…. i cieszyć się chwilką… tym małym domeczkiem letniskowym :) kilkoma grządkami marchewki :) łapać w łapki szczęście, które na daną chwilę życia jest do zdobycia …

w sumie czas ucieka, chwile mijają bezpowrotnie… co z tego, że uda mi się kiedyś spełnić moje marzenie o domku, jak nie będę miała wspomnień ani sił by móc się nim cieszyć … nie no muszę to przedyskutować…. zautoryzować swoje myśli… zbadać czy one są dla mnie dobre i zdrowe :)

Nie no boję się już sama siebie :) he he :)

……..”Więcej marzeń, niż czasu żeby je spełnić. Więcej namiętności, niż serce może znieść”  :) ……..

Miłego popołudnia Kochani

Pozdrawiam

Anetka

MOJA MAŁA POCIECHA

Witajcie

Wczoraj wieczorkiem leżymy sobie wygodnie rozłożeni na kanapie :) Oglądamy „Opole”, mąż jeszcze pracuje na laptopie. Córcia nagle ni stąd ni zowąd mówi, że żałuje że nie pamięta jaką miała minę jak się urodziła.

A więc matka szybciutko odtwarza w myślach te najpiękniejsze momenty ze swego życia, jak to po wyczerpującym porodowym  wysiłku, pojawia się mała Amelka, nie umiejąca płakać, mecząca jak kózka, z czarnymi włoskami …. pomyślałam sobie „jaka malusieńka” :) oczywiście zmieniłam zdanie, gdy powiedziano mi jej wagę :) Taka spokojna leżała, bezbronna, owinięta w szpitalny kokonik :) … miała minę iście ojcowską :) od razu widać było podobieństwo :) Matce już łzy napływają do oczu od tych wspomnień, myślę sobie jaka jestem z niej dumna…..

Ale pytam naszą kózkę, dlaczego żałuje że nie pamięta dłonią gładząc  jej roztargane włosy …. a ta … mówi, że gdyby dziś się urodziła, to by taką minę miała, jak by ją lekarz wyjmował z brzucha….: i wykrzywia twarz, wywalając jęzor najbardziej możliwy sposób ….. :) i czar prysł…. jednak mi ją musieli podmienić zaraz po porodzie  …. :)

:)

„Mamo, miałaś kiedyś marzenie …?

Tak !!! Stoi teraz obok mnie i zadaje pytania …”

Miłego dzionka kochani:)

Pozdrawiam

Anetka