Coraz bliżej święta …. coraz bliżej święta …

Od rana chodzi za mną piosenka, na której słuchanie w radio czekam cały rok :) Znam ją na pamięć i właśnie taką przedświąteczną porą słucham jej do znudzenia, a a jednak ciągle  mi się podoba i słucham z tak samą wielką przyjemnością jak co roku :)

I tak ogólnie to lubię taki przedświąteczny czas … sprzątanie, przygotowywanie menu na wigilijną kolację i świąteczne dni, ze zakupy, bieganina … tyle się dzieje ,,, :) Mąż przygotowuje swoje potrawy, a ja swoje … ubieramy choinkę … zazwyczaj troszkę wcześniej niż w dzień Wigilii, ponieważ jeździmy na kolację do mojego domu rodzinnego i do teściów … Więc, aby się z wszystkim wyrobić wyjeżdżamy czasem nawet już w południe …

A w moim rodzinnym domu choinkę ubieraliśmy nie wcześniej niż w dzień Wigilii .. i z tego co pamiętam staraliśmy się robić to wspólnie … i w ogóle święta w moim domu były takie jakieś magiczne …. w domu unosił się zapach świeżo przyniesionych z lasu gałązek świerkowych i maku kręconego na makowca … Pamiętam jak z Mamą i moim młodszym bratem chodziliśmy do kościoła na pasterkę, a w cale nie mieliśmy blisko, bo jakieś  trzy kilometry … ale nie przeszkadzał nam ani mrok, ani zimno …. Mama zaopatrywała mojego młodszego brata w zimne ognie i tak sobie szliśmy, śpiewając kolędy i gadając …. było miło …

Teraz sama będąc gospodynią :) staram się stworzyć takie magiczne święta dla mojej rodziny … by kiedyś Amelka mogła stwierdzić, że u niej w domu święta także były magiczne ….

Co roku nasze święta wyglądają inaczej dlatego, że zmienia się świadomość naszej Amelki na temat Bożego Narodzenia ..Chodzimy na roraty, z Amelką przygotowaliśmy w ubiegłym roku lampion, który zajął pierwsze miejsce w konkursie :) Mąż zadbał o sprawy techniczne i oświetleniowe a ja zajęłam się dekoracją …. Amelka oczywiście czuwała nad tym, by wszystko wyglądało tak jak należy :) W zeszłym roku z uwagi na figlarną pogodę, pierwszy raz w życiu nie pojechałam na Wigilię do swojego domu …. było mi niesamowicie przykro i smutno …. ale za to po powrocie od teściów poszliśmy wszyscy na pasterkę, gdzie nasza Amelka jako jedyne dziecko nie spała tylko głośno śpiewała kolędy, a na koniec nawet tańczyła :)

Czeka nas jeszcze napisanie listu do Świętego Mikołaja :) przez te lata, 5 grudnia wkładaliśmy napisany list do buta, który Mikołaj zabierał i zostawiał Mikołajkowy prezent :) Obok butów, na taborecie stawialiśmy szklankę z mlekiem i cukierkami  dla Mikołaja, które oczywiście „znikały” :) A w Wigilijny wieczór wraz z prezentami, Amelka otrzymuje list napisany przez samego Mikołaja :) … radość dziecka w takich momentach jest nie do opisana :) A Mamusia oczywiście wszystkie listy te od jak i do Św Mikołaja skrzętnie przechowuje na pamiątkę :)

Coraz bliżej święta …. jeju jak się cieszę :)

Anetka wieczorową porą ….

Od wtorku jestem w domu, czuję się względnie dobrze …

Amelka siedzi przy stole, tworząc „świat wojny” … :) wzięła wiaderko z żołnierzykami, buduje mury obronne, jest armia konna :) wszystko jest :) poukładane, poustawiane, w pełnej gotowości :) I tak sama sobie tłumaczy, że nie ma w tym nic dziwnego, że dziewczynka bawi się żołnierzykami, bo przecież do wojska tez idą dziewczyny :)

Mąż krząta się w kuchni, w której każdego dnia tworzy coraz to wymyślniejsze dania …. dzisiaj przygotowuje już wstępnie obiad na jutro …

Fajnie mi na tym zwolnieniu lekarskim :) ale już chciałabym móc robić wszystko, wyjść do sklepu po bułki, spokojnie do fryzjera …. chociażby wstać i pomóc mężowi w domu … miejmy nadzieję, że stan mojej „niemocy” niebawem minie :)

Dzieci ani szklanek w domu nigdy za dużo … :)

Dla człowieka, podobnie jak dla ptaka,

świat ma wiele miejsc, gdzie można odpocząć,

ale gniazdo tyko jedno.

Od rana mam … dobry humor … :) no chciałoby się tak powiedzieć…. ale niestety od rana mam gorszy dzień …. zmęczona jestem … tym leżeniem, tym szpitalem, pogłoskami na mój temat, domysłami innych ludzi …. Wkurza mnie, że ludzkie języki, takie paplanie na prawo i lewo, bez zastanowienia mogą wprawić człowieka w gorszy nastrój i samopoczucie …. Nikt nie zdaje sobie sprawy ile krzywdy może wyrządzić komuś …. A więc powiem tak, gdybym chciała ogłosić coś o swoim życiu, nie potrzebowałabym pośredników, wyręczycieli … wzięłabym telefon i obdzwoniła całą rodzinę …. ale skoro o pewnych sprawach wolę nie mówić, to chyba o czymś świadczy…. może jest ku temu jakiś konkretny powód ….

Oj ludzkie paplanie potrafi wyrządzić wiele krzywd …

Ale dla mnie najważniejsza jest rodzina … moja własna, wymarzona, wytęskniona … lubię to !!! A ludzie … ? a niech sobie gadają ooo :)

Pozdrawiam ze szpitalnego łoża :)

A U NAS ….

Leżę nadal w szpitalu …. nie ma jakiejś znacznej poprawy, na szczęście pogorszenia także nie :) Ale jestem niesamowicie niezadowolona z opieki lekarskiej … jakoś zainteresowanie lekarzy jest bardzo minimalne … chodzi się kurcze prywatnie, płaci nie małe pieniądze, a jak już się trafi na ten oddział to po prostu porażka ….

No ale ja nie o tym :)

Mąż i córka odwiedzają mnie codziennie, ale jednak bardzo już bym chciała być w domu, swoim łóżku, pod swoją kołderką ….

A jutro Amelka w przedszkolu ma akademię z okazji 11 listopada … będą piosenki, wiersze, stroje galowe …. tylko mnie nie będzie :( Ale mam nadzieję, że mąż wszystko uwieczni na zdjęciach i kamerze :) W ubiegłym roku, mało brakowało, bym się rozryczała …. to było takie piękne … Córka z głową wysoko uniesioną, dumna i z pełną powagą śpiewała nasz hymn … najgłośniej :) najbardziej wczuwała się w powagę naszego narodowego święta :)

A ogólnie czuję się nie najgorzej …. co prawda drażnią mnie rożne kobiety, które trafiają na moją salę na różnego rodzaju zabiegi … niektóre nie odzywają się, ale za to inne nadrabiają podwójnie …. koszmar jednym słowem … :(

Oby do niedzieli :)

Marudzenia ciąg dalsiejszy :)

Pomarudzę, ponarzekam, pogrymaszę, pobiadolę, pokapryszę … tak właśnie tak !!!

A wszystko za sprawą ponownego leżakowania w szpitalu … :( trafiłam ponownie na ten sam oddział, na tę samą salę, na to samo łóżko …. :( w domu pobyłam zaledwie tydzień …. a tak leżałam, nie ruszałam się prawie i co … nic …

Oj … dlaczego nie ma tak jak w szpitalu w Leśnej Górze :) sale kolorowe, maksymalnie dwuosobowe,z łazienką w pokoju ???  …. uśmiechnięte, miłe pielęgniarki, lekarze z zaangażowaniem, czekający, by móc pomóc swoim kochanym pacjentom …. ?

A tu leży się w sali, gdzie ktoś wymyślił, że spokojnie zmieszczą się cztery pacjentki, na twardych i niewygodnych łóżkach … gdzie pacjentki pierdzą, kaszlą, biegają pół kilometra do łazienki co 15 minut, trzaskają drzwiami, jakby zapomniały, że nie są to drzwi od stodoły …. …

ale ponarzekałam …. ojjjj ….. a wszystko za sprawą moich drogich szpitalnych „współlokatorek” …

Jutro będzie lepszy dzień, wyjdzie słonce, odwiedzi mnie mąż z córką i będzie lepiej …. oby do jutra :)

MasterChef w świecie Anetki

Witajcie

Odkąd Pan Mąż rozpoczął wielkie urlopowanie bardzo mocno pogłębia swoje zdolności kulinarne … ;) Zamyka się w kuchni, gotuje, piecze … żeby było jasne, ja w cale, ale to w cale nie narzekam … to mi się nawet bardzo podoba :)

Najfajniejsze są momenty, kiedy wspólnie z córką „bawią” się w najlepszych kucharzy i walczą zawzięcie o to, by nie stracić „fartucha” :) Spowodowane jest to oczywiście tym, że bardzo mocno kibicujemy uczestnikom programu MasterChef :) całą naszą małą rodzinką siadamy przed telewizorem i komentujemy poczynania zawodników :) Każdy ma swojego faworyta :) Lubię takie dni :)

Amelka także jakoś ostatnio ma większą ochotę, by tworzyć swoje kulinarne dania :) robi nam niespodzianki typu sałatka owocowa czy koreczki owocowe … :) ależ jestem z niej dumna i z  jej samodzielności :)

Hamburger w wykonaniu Amelki i Taty :) pyszności :)

Ci, których kochamy nie umierają nigdy, bo miłość, to nieśmiertelność …

Lubię ten dzień …. dzień, w którym wszyscy starają się odwiedzić wszystkich swoich bliskich spoczywających na cmentarzach …. Panuje wówczas taki magiczny nastrój …. taka zaduma, cisza, spokój …… kwiaty, wieńce, unoszący się w powietrzu zapach palonych zniczy …. każdy zatrzymuje się na chwilę, zwalnia tempo … oddaje się zadumie ….  Lubię tan dzień szczególnie wieczorową porą …..

W tym roku chyba po raz pierwszy od wielu, wielu lat, nie mogę być w tym dniu na cmentarzu …. :(

Mąż pojechał zapalić znicze na grobach bliskich, spoczywających na cmentarzach w najbliższej okolicy … a ja uczynię to w jak najbliższym możliwym terminie …. :)

„Życie to czas, w którym szukamy Boga. Śmierć to czas, w którym Go znajdujemy. Wieczność to czas, w którym Go posiadamy”

Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie,
a światłość wiekuista niechaj im świeci.
Niech odpoczywają w pokoju