To już nudne … załamanie totalne

Dlaczego tak to już jest, że jednym w życiu wszystko przychodzi jakoś łatwiej, mają lepszy start w życiu, są jakoś bardziej wierceni, kręceni, mają sposób na siebie i na swoje życie …. Obierają cele, dążą do ich osiągnięcia z mniejszym bądź większym zaangażowaniem, po jakimś czasie stając na szczycie swoich pragnień z uśmiechem na twarzy oznajmiając całemu światu swoje powodzenie …

Dlaczego, tak już jest, że jednym rodzice kupią mieszkanie lub dom, zakładają działalność, albo utrzymują swoje dorosłe dzieci, które tak na prawdę i tak tego nie umieją docenić ….Takie dzieci prowadzą pasożytniczy tryb życia i są z tego dumne …

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że ciągle jest mi jakoś pod górkę …. przechodzę jakieś załamania, zwątpienia … upadam, a powstanie przychodzi z wielkim trudem ….. Kiedy obieram jakiś cel, podejmujemy decyzję o konkretnym działaniu …. zawsze kończy się to jakimś niepowodzeniem … im większe moje zaangażowanie, staranie tym większe rozczarowanie i ból …

Mogłabym tak w nieskończoność … lista moich niepowodzeń jest długa …

Ale teraz jest czas, kiedy nie mogę sobie pozwolić na niepowodzenia, na nieprzemyślane kroki … muszę czuć twardy grunt pod stopami … no właśnie grunt

Jak już wcześniej pisałam, czas pędzi i goni, a ja jestem w tak zwanej czarnej d….e …

Biję się z myślami, w sumie sama …. ze wszystkim sama…. wiem, że jest mąż, który stara się być dla mnie oparciem i wsparciem ….. wiem, że On o tym także intensywnie myśli, ma tyle spraw na głowie … Ale On ma pracę, ma wszelakie pasje, jednym słowem ma zajęcie, dzięki któremu może chociaż na chwilę „odpocząć”, zająć się czymś, co pozwoli mu chociaż na chwilę, zapomnieć i oderwać się rzeczywistości … rzeczywistości, która jest trudna ….

Ale nie ma teraz czasu na załamanie, nie ma czasu na odwlekanie spraw, którymi należy zając się teraz, już …. nie za tydzień … nie za dwa …. bo jak już doświadczenie pokazuje, może okazać się, że jest już za późno ….

Można usiąść i płakać … ale jak już łez brakuje, to oznacza, że należy podjąć działania … nie można ciągle marzyć … marzyć i nie robić nic ….

A może w cale w życiu nie ma być tak łatwo, tak jak byśmy sobie tego chcieli… może dzieje się w sumie tak na opak, dlatego, że tak ma być … nie udaje się, ponieważ nie ten czas, nie ten moment, nie to miejsce … może czas spojrzeć na wszystko inaczej ….

Koniec smutków na dzisiaj … taki słodki dzień, taki tłusty :) pączki mąż zakupił z samego rana … ale cholerka jak na złość brakuje apetytu, ale może jeszcze się zmieni :) Miałyśmy z Amelką zjeść ich niezliczoną ilość … ale chyba się nie uda … ale w sumie cały dzień przed nami :)

Pierwszy pączuś zjedzony jeszcze przed wyjściem do przedszkola :)

AAAA i jeszcze pochwalę się Wam nowym zakupem :) mała rzecz a cieszy :)

Zakupiliśmy naszej córce mazaki na pisania po koszulkach :) Powstała pierwsza własnoręcznie wykonana bluzeczka :) Ale plan jest na wykonanie koszulek dla Taty i córki .. a kto wie … może i mama się załapie :)

Sporty ekstremalne …. ?

Matka Polka (czytaj Anetka) jest raczej osobą, która boi się, trzęsie, za żadne skarby świata nie odważyła by się na jakieś szalone i niebezpieczne sporty ekstremalne …

Nie byłoby nic w tym dziwnego, ani nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że swoje niepokoje i obawy przelewa na swoje dziecko … o które trzęsie się, boi, itd ….

Może wydać się to by mogło czymś normalnym, bo wiadomo, każda rodziciela, boi się o swoje potomstwo i stara się uchronić przed całym złem tego świata … jednak … dziecię me (na szczęście) radzi sobie całkiem całkiem …. bywa bardzo ostrożna, jak się do czegoś zrazi to wiadomo, że ciężko będzie ponownie ją do tego namówić.

Ale do czego zmierzam …

Mąż postanowił nauczyć nasze dziecko jazdy na łyżwach … oczywiście Matka Polka widziała już najczarniejszy scenariusz … skręcona noga, poobdzierane łokcie, szwy na głowie, powybijane zęby …. Ale starałam się być opanowana …. Jednak, gdy dowiedziałam się, że „pierwszy raz” Amelki z łyżwami ma się odbyć na otwartym jeziorze … prawie umarłam …. Pomimo  braku chęci na wyjście z domu, nie mogłam przecież dopuścić by pojechali sami … wiadomym przecież jest, że dzwoniłabym co dziesięć minut, stresując przy tym i siebie i męża, psując tym samym całą frajdę i zabawę dziecku ….

Pojechaliśmy więc, Matka Polka pełna obaw, marudząca i narzekająca widziała już całą wyprawę jedynie w czarnych kolorach …. A tu takie zaskoczenie …

Amelka mało tego, że jak na pierwszy raz, bardzo dobrze sobie radziła, to jeszcze tak jej sie jazda spodobała, że gdyby nie fakt, że się pomoczyła przy upadku, myślę, że siłą trzeba by było ją ściągać z lodu …. Wróciliśmy cali, zdrowi i zadowolenie do domu ….

Następnego dnia udaliśmy się na lodowisko, Matka Polka nieco spokojniejsza …. bo wiadomo o wiele bezpieczniej …. Ale stres oczywiście musiał towarzyszyć … Na lodowisko mogło wejść dziecko w towarzystwie osoby dorosłej, która obowiązkowo musi być wyposażona w łyżwy …. O Matkoooo !!!! Oczywiście Matka Polka od lat nie miała na nogach łyżew … nawet nie pamięta jak to jest … oczywiście myśl i wizja najczarniejszych scenariuszy przemknęła jej przez głowę.

  Ale Matka Polka nie była sama, u swego boku miała męża … który niczym bohater z najlepszych amerykańskich filmów, wziął sprawę w swoje ręce :) A może nogi …. Po 19 latach, odważył się nałożyć na nogi łyżwy, w ten sposób uszczęśliwiając nasze dziecko … Dziecko, które dzielnie i z determinacją podejmowało próby nauki jazdy na łyżwach … jak się okazało upadać i wstawać także należało się nauczyć … ale nie było źle … cali, w jednym kawałku (każdy w swoim, żeby nie było) wróciliśmy do domu …

Dzisiaj po raz trzeci Amelka miała spotkanie z lodowiskiem i łyżwami … Matka Polka odpuściła, nie pojechała, ale oczywiście po powrocie z zaciekawieniem wysłuchała relacji …. I jest pod wrażeniem … jej mała córeczka radzi sobie coraz lepiej … Kto wie .. może kiedyś zdobędzie medal na igrzyskach :) A co ? Pomarzyć nie można … :)

Miała być obszerna fotorelacja, ale niestety zdjęcia z aparatu zostały zrzucone i nie mam na razie do nich dostępu …

I to było by na tyle … jaki z tego morał … Matka Polka musi czasem odpuścić i pozwolić swojej córce na poznawanie świata pa swojemu … pozwolić na upadki, potknięcia …. bo jakże inaczej nauczyć się dobrze radzić w tym trudnym świecie … matko wyluzuj !!! :)

Nie tylko życzenia dla Ciebie mamy również tysiąc całusów bo Cię Kochamy!

 

Wczoraj, jak już wcześniej wspomniałam, nasza pociecha skończyła 6 lat …. O tym, że nawet nie wiem, kiedy to minęło, też już było …. ;)

W tym roku postawiliśmy na wygodę …. Wynajęliśmy salę zabaw, kupiliśmy tort … Co roku starałam się przygotowywać urodziny w domu, było kolorowo,  były balony, czapeczki urodzinowe, gry i zabawy dla dzieci oraz słodki poczęstunek no i oczywiście własnoręcznie wypiekany tort … W tym roku, było jednak inaczej, trochę tak w sumie na życzenie Amelki, z drugiej zaś strony ze względu na brak możliwości „metrażowych” i chyba jednak wygodę …..

Najważniejsze, że Amelka i przybyłe na przyjęcie urodzinowe koleżanki były zadowolone :) A jak wiadomo, radość i zadowolenie dziecka …. bezcenne !!! A gdy jeszcze do tego dochodzi wygoda rodziców…. brak sprzątania po przyjęciu … oj to już po prostu szczyt szczęścia :)

No i chyba nadszedł czas na migawki urodzinowe ….

Kiedy wspomnisz te młode chwile,
które odeszły w mroczną dal,
a które dały ci szczęścia tyle,
uczujesz w sercu cichy żal,
Zatęsknisz wtedy do tej przeszłości,
w której ci jaśniał cały świat,
bo zapamiętaj, że czas młodości
to najpiękniejszy życia czas.

 

Wspomnień czas, wspomnień czar …. :)

17 luty 2008 roku, godzina 7:00

Przebudziłam się, a w sumie obudził mnie dziwny „ból nerki”. Leżę sobie, a ból ten nachodzi i mija, zerkam kątem oka na zegarek … dziwne … ból ten pojawia się dokładnie co 15 minut …. Budzę męża pytając, gdzie dokładnie usytuowana jest nerka (pomimo zdawanej matury pisemnej z biologii ! Zaliczonej na 4 :) ) Nie … to jednak nie nerka … o kurczę, to chyba skurcze porodowe !!!

Wstałam, ubrałam się, zjedliśmy śniadanie … skurcze cały czas towarzyszą, ale nie są takie „straszne” … czyli nie będzie tak źle :) Wysłałam męża do Kościoła, zawsze lepiej mieć jakieś wstawiennictwo i wsparcie tam na górze :) Tymczasem spokojnie wzięłam się za robienie obiadu, naszła mnie straszliwa ochota na kurczaka pieczonego z marchewką duszoną i ziemniaczkami …. Bóle są, pojawiają się w równych odstępach czasowych, ale nic innego się nie dzieje :)

Zjedliśmy obiad, wypiliśmy herbatę i poszliśmy na popołudniową drzemkę … międzyczasie  popołudniowy, niedzielny serial … Bóle coraz częstsze, bardziej dające znać o sobie …. Zaczęliśmy dokładnie odliczać co ile minut się pojawiają … odstępy między skurczami coraz krótsze i są  bardziej bolesne ….

17 luty 2008 roku, godzina 19:00

Jestem zmęczona, bóle i skurcze wydające się nie do zniesienia …. Zapada decyzja, jedziemy do szpitala …. Idziemy na oddział położniczy, z dala omijając szpitalną izbę przyjęć … Po zbadaniu położna stwierdziła, że jeszcze długa droga przede mną, rozwarcie 1 cm ….. Wówczas pojawiły się pierwsze myśli, że chyba nie będzie tak wesoło …..

Wracamy do domu, pijemy herbatę, zjadamy kolację i opakowanie delicji :) nalewam wody do wanny ….. w końcu mała ulgaaaa ….

17 luty 2008 roku, godzina 23:30

Mam dość ! Co prawda skurcze wydają się delikatniejsze … jestem wyczerpana, jest mi nie dobrze … jedziemy do szpitala, idziemy na izbę przyjęć, skurcze co 3 minuty … Spisywanie, wypytywanie o wszystko …. wypełnianie papierzysk szpitalnych wydaje się nie mieć końca, w końcu słowa położnej i wiadomość o magicznych 7 cm :)

18 luty 2008 roku, godzina 2:20

Przychodzi na świat nasze maleństwo :) Nasze 3700 g szczęścia, nasze 57 centymetrów … niby nie wiele a jednak najbardziej wartościowe na świecie ….

Z czarnymi włoskami, z głosikiem delikatnym jak kózka … Amelka :)

18 luty 2014

Nasze szczęście ma już jakieś 120 cm wzrostu i waży 25 kg …. i o matkooo … ma już sześć lat !!!

Biega, skacze, tańczy, gada i gada …. usiedzieć w miejscu nie może i … gada ….

I kocham ją najmocniej na świecie, z każdym dniem coraz mocniej i mocniej …

Feriowo, zimowo :)

W niedzielę zakończyły się ferie zimowe ….

Amelce zrobiliśmy wolne od przedszkola na cale dwa tygodnie  :) Pojechaliśmy trochę do mojej Mamy, trochę na wieś do Teściów :) Było miło i wesoło.

Ale czas laby dobiegł końca :) Od wczoraj Amelka do przedszkola, mąż po trosze jeździ do pracy, tylko ja jak zwykle to samo :) bez zmian :)

A czas biegnie nieubłaganie …. 18 lutego, czyli już za tydzień nasza mała córeczka skończy 6 lat …. Nie wiem kiedy to minęło, przecież tak nie dawno wyżynały jej się pierwsze ząbki, stawiała pierwsze kroki, pierwsze wypowiedziane zdania …. a już tu od września idzie do pierwszej klasy …..

Moja mała kruszynka :) Oj oj oj …. na szczęście tylko czas pędzi jak oszalały a ja się nie starzeję :)

A za oknem ,…. cóż tak jakoś wiosennie się robi, ale coś mi się wydaje, że na wiosnę to jednak za wcześnie …. a tak już by się chciało pozbyć czapek, kurtek ….

Powiedz Mi proszę … gdzie jest to miejsce …..

gdzie jest ten lepszy świat …. ?

Niebo z dziecięcych lat ….

czy ktoś odpowiedź zna?

To nasze życie nas nie rozpieszcza !!!!

Co dzień coś zmienia, co dzień coś miesza …..

Jednak wiem ! nadejdzie lepszy czas …..

Znajdziemy miejsce, gdzie miłość……

wiara, nadzieja na przyszłość….

Miejsce, gdzie wszystko porządek swój ma ……

A czas pędzi, a czas gna ….. a jaaa ??? hmmm

Jest marzenie ……..

Jest szansa na spełnienie i jego realizację ……..

Są plany ……… konkretna koncepcja …… namierzony cel ……

Jest zdecydowanie ….. podjęte pierwsze kroki, by iść w stronę słońca ….

No i teraz zaczynają się schody …. Pytania …. wątpliwości ….

Dlaczego życie jest takie skomplikowane eee ?

Dlaczego nic nie jest tylko albo białe albo czarne?

Czy damy radę? Czy to oby na pewno dobry pomysł? czy nie zasieje to nasze marzenie nie potrzebnego zamętu ….?

Kurczę, ale to nasze marzenie no !!! Może czas przestać patrzeć kto co powie, kto co pomyśli …. aby nam było dobrze ????

A jak się sparzymy ? Jak nie udźwigniemy ? Podejmiemy decyzję wbrew wszystkim i wszystkiemu i zostaniemy ze wszystkim sami ?

Ale w sumie od lat radzimy sami, nie licząc na nikogo ….

Ale jednak zawsze miało się świadomość, że ktoś gdzieś tam z boku stoi i może w razie czego pomoże …. aaaaaa !!!

Kurczę nie wiem …

sama nie wiem

Ale tak bardzo chciałabym zacząć spełniać marzenia …. może właśnie nadszedł właściwy czas ku temu ???? ….

Poczekam …. nie !! Nie ma już czasu, by czekać !!! Trzeba zacząć działać, czas zacząć podejmować decyzje i ruszać z miejsca !!! Ale czy to na pewno dobry pomysł ? Czy to ten moment ? Właściwy czas i miejsce ?

I tak od tygodnia … wielka walka, wojna myśli w głowie …. zwycięstwo raz jednych argumentów nad drugimi …. to na odwrót ….

Tak bym chciała odpocząć … jestem zmęczona !!!!