Sporty ekstremalne …. ?

Matka Polka (czytaj Anetka) jest raczej osobą, która boi się, trzęsie, za żadne skarby świata nie odważyła by się na jakieś szalone i niebezpieczne sporty ekstremalne …

Nie byłoby nic w tym dziwnego, ani nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że swoje niepokoje i obawy przelewa na swoje dziecko … o które trzęsie się, boi, itd ….

Może wydać się to by mogło czymś normalnym, bo wiadomo, każda rodziciela, boi się o swoje potomstwo i stara się uchronić przed całym złem tego świata … jednak … dziecię me (na szczęście) radzi sobie całkiem całkiem …. bywa bardzo ostrożna, jak się do czegoś zrazi to wiadomo, że ciężko będzie ponownie ją do tego namówić.

Ale do czego zmierzam …

Mąż postanowił nauczyć nasze dziecko jazdy na łyżwach … oczywiście Matka Polka widziała już najczarniejszy scenariusz … skręcona noga, poobdzierane łokcie, szwy na głowie, powybijane zęby …. Ale starałam się być opanowana …. Jednak, gdy dowiedziałam się, że „pierwszy raz” Amelki z łyżwami ma się odbyć na otwartym jeziorze … prawie umarłam …. Pomimo  braku chęci na wyjście z domu, nie mogłam przecież dopuścić by pojechali sami … wiadomym przecież jest, że dzwoniłabym co dziesięć minut, stresując przy tym i siebie i męża, psując tym samym całą frajdę i zabawę dziecku ….

Pojechaliśmy więc, Matka Polka pełna obaw, marudząca i narzekająca widziała już całą wyprawę jedynie w czarnych kolorach …. A tu takie zaskoczenie …

Amelka mało tego, że jak na pierwszy raz, bardzo dobrze sobie radziła, to jeszcze tak jej sie jazda spodobała, że gdyby nie fakt, że się pomoczyła przy upadku, myślę, że siłą trzeba by było ją ściągać z lodu …. Wróciliśmy cali, zdrowi i zadowolenie do domu ….

Następnego dnia udaliśmy się na lodowisko, Matka Polka nieco spokojniejsza …. bo wiadomo o wiele bezpieczniej …. Ale stres oczywiście musiał towarzyszyć … Na lodowisko mogło wejść dziecko w towarzystwie osoby dorosłej, która obowiązkowo musi być wyposażona w łyżwy …. O Matkoooo !!!! Oczywiście Matka Polka od lat nie miała na nogach łyżew … nawet nie pamięta jak to jest … oczywiście myśl i wizja najczarniejszych scenariuszy przemknęła jej przez głowę.

  Ale Matka Polka nie była sama, u swego boku miała męża … który niczym bohater z najlepszych amerykańskich filmów, wziął sprawę w swoje ręce :) A może nogi …. Po 19 latach, odważył się nałożyć na nogi łyżwy, w ten sposób uszczęśliwiając nasze dziecko … Dziecko, które dzielnie i z determinacją podejmowało próby nauki jazdy na łyżwach … jak się okazało upadać i wstawać także należało się nauczyć … ale nie było źle … cali, w jednym kawałku (każdy w swoim, żeby nie było) wróciliśmy do domu …

Dzisiaj po raz trzeci Amelka miała spotkanie z lodowiskiem i łyżwami … Matka Polka odpuściła, nie pojechała, ale oczywiście po powrocie z zaciekawieniem wysłuchała relacji …. I jest pod wrażeniem … jej mała córeczka radzi sobie coraz lepiej … Kto wie .. może kiedyś zdobędzie medal na igrzyskach :) A co ? Pomarzyć nie można … :)

Miała być obszerna fotorelacja, ale niestety zdjęcia z aparatu zostały zrzucone i nie mam na razie do nich dostępu …

I to było by na tyle … jaki z tego morał … Matka Polka musi czasem odpuścić i pozwolić swojej córce na poznawanie świata pa swojemu … pozwolić na upadki, potknięcia …. bo jakże inaczej nauczyć się dobrze radzić w tym trudnym świecie … matko wyluzuj !!! :)

1 Komentarz

  1. Czytam i jakbym widział swoją żonę – Anię. Ona też taka przewrażliwiona na punkcie naszego malucha, który już takim maluchem nie jest! :) Ale w sumie wolę w tę stronę niż drugą. :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.