A tak, żeby za różowo nie było …

Dopadło i nas … co takiego ? choróbsko …

Amelka od dwóch dni zmaga się z uporczywym katarem, który przekształca się w jakieś bakteryjne, nie wiadomo co … Zaczynają jej także ropieć oczka, a więc standard … katar i od razu ropne zapalenie spojówek … Na szczęście mam w domu wszystkie potrzebne lekarstwa, więc mam nadzieję, że obędzie się bez wizyty u lekarza … i może uda nam się zapobiec jakiejś poważnej infekcji.

A o to, akurat nie trudno, ponieważ pogoda sprzyja przeziębieniom. Słońce świeci pięknie, chłodny wiatr chłodzi … nocą mróz … a to deszcz wilży policzki … Wymarzona pogoda marcowa … o jejjjj …. a dzisiaj już ostatni dzień marca … jak ten czas leci ! szok !

Zdawać by się mogło, że jeszcze wczoraj stała choinka, a już niebawem, trzeba będzie jajka malować … A jeszcze wcześniej czeka nas przeprowadzka … będziemy opuszczać to mieszkanie, a wprowadzać do własnego :) Międzyczasie remont, planowanie co, gdzie i jak ustawić, aby było funkcjonalnie i ładnie, a chyba przede wszystkim tanio …

Na szczęście mąż większość prac wykona samodzielnie, więc zawsze pozostanie w kieszeni parę złotych. Ma chłopak trochę wyobraźni i pojęcia technicznego :) A ja głęboką wiarę w jego talent i zdolności  :) Także może nie będzie tak źle … :)

Obym się kiedyś w końcu wyspała … wrrrrr …. problemy ze spaniem wróciły, po dwudniowej przerwie … a tak się cieszyłam ze zmiany czasu, ale nie przypuszczałam, że zamiast o piątej, noc skończy mi się o trzeciej … A tak cóż, swoim szwędaniem tylko przeszkadzam domownikom … oj … mają się oni ze mną ….

ale cóż … wcześniej mówiłam „aby do wiosny” – i jakoś zleciało, obyło się bez rozlewu krwi i ofiar, to i jakoś „do lata” damy radę” :)

:) Szczęście w RODZINKOWIE :)

Proszę Państwa, chciałabym z dumą powiedzieć, że wczoraj, tj. 27 marca 2014 roku o godzinie 12:00 u Pani Notariusz, został podpisany akt notarialny. Oznacza to, że Anetka i jej małżonek stali się właścicielami własnego, małego mieszkania :) Nie Bank, nikt inny tylko My :) jupi  :)

Tak długo na to czekaliśmy … konsekwentnie odkładaliśmy pieniążki :) i udało się :) małe, ciasne, ale własne …. nasze własne !!! nasz własny kawałek podłogi :) jakoś nie dowierzam ciągle :) Taaak się cieszę :)

A wczoraj świętowaliśmy :) był szampan, lody i słodkie małe co nieco :) co prawda na kocu na podłodze … ale na własnym kocu i na własnym kawałku podłogi :)

Wszystko byłoby super, gdyby samopoczucie troszkę się poprawiło :) może będzie lepiej :) słońce świeci … pogoda cudna, nowe plany, nowe nadzieje :) będzie dobrze :)

Ale Proszę Państwa, to tylko początek zmian :)

Tylko ciiii  na razie …..  trzymajcie kciuki za powodzenie :)

Goście, goście ….

Spędzam sobie spokojnie i leniwie  poniedziałkowe przedpołudnie, gulasz na obiad się pichci,  aż tu nagle telefon od męża z wiadomością: „Będziemy mieli gościa na kolacji”

Aaaaaa ….. !!!! Jak ja tego nie lubię !!! Znaczy się lubię gościć w swoim domu, ale lubię mieć wszystko zaplanowane, wszystko pod kontrolą, a nie tam wszystko w totalnym chaosie …. W domu niezły rozgardiasz, ale z kolei nie aż taki, by gorzej nie mogło być … pomysłu na dania brak …. panika !!!

Szybki wypad na zakupy, w pośpiechu przygotowywane menu … i punktualnie o 18:00 KOLACJA GOTOWA ! :) ufff

Zawsze mam tremę przed wizytą tego gościa, większą niż przy innych wizytach :) Być może dlatego, że jest to Ksiądz :) Kiedyś był proboszczem w mojej parafii, a kiedy pojawił się mój obecny mąż jakoś znajomość bardziej się zacieśniła :) Udzielał nam ślubu, później na nasze specjalne życzenie udzielał chrztu naszej córce … I tak jakoś bywa częstym gościem w naszym domu …

Wczoraj nasze dziecko po raz kolejny nas miło zaskoczyło, była bardzo grzeczna i gościnna w stosunku księdza :) O jakże byłam z niej dumna … jednak nauka nie poszła w las …. :)

A poza tym Amelkę spotkała nie miła przygoda w przedszkolu. Koleżanka „potraktowała” ją obiadem wprost  na głowę :) Wróciła z sosem truskawkowym we włosach i  nową koszulką spisaną na straty …. Dzisiaj w przedszkolu chciała by jej przeczytać jakie mają przygotowane menu twierdząc, że woli wiedzieć co może mieć na głowie :)

A tak przedszkolaki witały wiosnę :)

Pani Dyrektor wręczyła nagrody dzieciom za wykonanie strojów wiosennych :)

Nowy członek rodziny ….. ;)

Wczoraj wczesnym rankiem, szwagier męża powierzył nam pod opiekę psa :) Psa rozumiecie ? No to może  nie dziwne, ale że taki czworonóg w jednym pomieszczeniu ze mną, to zadziwia nawet mnie samą :) To nie jest tak, że ja nie lubię zwierząt, lubię … ale nie koniecznie w domu … nie mogę nawet wyobrazić sobie, że jakieś zwierzę łaziłoby mi po domu, nie … a o spaniu w moim łóżku nawet nie ma mowy …. brrrr … nie lubię i już … Ale nie przeszkadzałaby mi, gdyby był na dworze …. miał tam swoje wydzielone miejsce … ale w moim domu … nie !

Ale cóż, Siostrzeniec męża jeździ na zawody pływackie, a że dostał w prezencie psa, to i pojawił się kłopot sprawowania opieki nad nim, kiedy ich nie ma w domu … No i padło na nas …. Po kilku godzinach trafił jednak do teściów na wieś … to jednak nie dla mnie … wszędzie włazi, coś gryzie, brudzi, sierść wszechobecna …. nieeeee

Piesek w sumie uroczy …. ale to nie dla mnie ….

Tak mniej więcej wygląda suczka Ari, zdjęcie co prawda zapożyczone z netu, nawet nie było okazji zrobić realnej foci :)

Moi domownicy chyba także zrozumieli, że taki czworonóg w naszym mieszkaniu, to nie dla nas … A Teściowie są przyzwyczajeni, sami mają małego pieska w domu … To było najlepsze rozwiązanie :)

Także nowego, czteronożnego członka rodziny u nas raczej nie będzie ….

Tymczasem pozdrawiam wiosennie :)

Bilansowo … i stersowo :)

W poniedziałek na 8:30 zapisałam córkę na bilans sześciolatka :) Wiem, że takowe bilansy wykonuje się, kiedy dziecko idzie do szkoły, ale ja zwyczajnie chciałam, by dziecko, które ukończyło 6 lat w lutym obejrzała Pani doktor teraz, a we wrześniu zrobiła to ponownie … ostrożności nigdy za wiele …

A więc :) o godzinie jakoś kilka minut po 8:00 stawiłam się do ośrodka, wiadome, że dziecko najpierw musi zważyć i zmierzyć uprzejma pielęgniarka :) A międzyczasie do ośrodka zaczęły schodzić się mamusie z chorymi dziećmi … jedno z biegunką i podejrzeniem jakiegoś pasożyta, drugie z wymiotami, trzecie z gorączką … a my tak czekamy, czekamy … czekamy …. Pani doktor, która powinna rozpocząć pracę o 8:00 oczywiście jeszcze się nie zjawiła … Coraz więcej pacjentów, którzy to chcieli zamówić wizyty domowe, które oczywiście uzgadnia Pani doktor, pielęgniarka nie może, a to po recepty, które musi wypisać Pani doktor, bo pielęgniarce nie wolno :)

Kiedy, w końcu miła Pani doktor się zjawia, oczywiście w pierwszej kolejności przyjmuje nie zapisane dzieci chore, no bo chore …. a my zdrowe :) czekamy więc wśród tych chorych …. W końcu kilka minut po godzinie 9:00 zostajemy przyjęte ….

Oczywiście Pani doktor zabiegana, rozkojarzona, bo wiadomo poniedziałek. Jakiś Pan wierci za ścianą, stuka, puka. Na korytarzu rośnie liczba nie zapisanych pacjentów tym samym  planowe przyjęcia odwlekają się w czasie …. W dodatku nadgorliwa matka przyłazi ważyć dziecko …. jakby zajęcia jej w domu brakowało ;)

W końcu stwierdza, że dziecko troszkę za dużo waży …. 25 800 kg przy wzroście 120 cm … no faktycznie … I koślawi kolana …. z czym się również zgodzę, ma tak odkąd zaczęła chodzić …

Nasze dziecko ma apetyt nie powiem, lubi jeść :) chociaż nie zawsze wszystko jej pasuje … ale je warzywa, owoce, mięso … wiadomo są wyjątki, ale każdy tak ma …. Ale oczywiście Pani doktor w pierwszej kolejności nakazała odstawić słodycze … Kurczę … dlaczego od razu lekarka posądza mnie, że faszeruję dziecko pustymi kaloriami, aaaa … wspominała też, że dobrze by było by jadła domowe obiadki ….

Na szczęście Amelka nigdy nie przepadała, aż tak bardzo za słodyczami, nie lubi chipsów …nigdy nie trzęsła się na widok czekolady … Domowe obiady ma zapewnione codziennie, nie kupujemy żadnych „gotowców” …. Dobrze wygląda, nie jest otyła … ale nie jest też drobniutka ….ale oczywiście ja już się martwię … jak to ja :)

Teraz faktycznie przez ten czas zimowy, przez to zawirowanie w naszym życiu, Amelka ma mniej aktywności fizycznej, ale idzie wiosna … znowu będzie godzinami przebywała na dworze, spędzając ten czas aktywnie … Poza tym chodzi na łyżwy, na taniec …

Ale podsumowując, to chciałabym powiedzieć, że siedząc w tym ośrodku zaczęłam się zwyczajnie martwić … Zaszłam ze zdrowym dzieckiem do lekarza i chorobliwie bałam się, że wrócimy nie wiadomo z jakim choróbskiem  …. A co muszą czuć te biedne mamy, które stawiają się do tego samego ośrodka z maluszkami na szczepienie … ? Jakoś nie jest to wszystko dobrze przemyślane …. dzieci zdrowe i chore razem … ? czemu ma to służyć ?

I tak ogólnie rzecz biorąc to martwi mnie nasza służba zdrowia … lekarze, przychodnie, szpitale …. poważnie to wszystko kuleje …. Kolejki, brak czasu dla pacjenta, arogancja lekarzy … można tak długo wymieniać …. Dla mnie największym problemem jest, gdy dziecko moje choruje,a ja wobec tego nieładu jestem bezsilna ….Idę więc często prywatnie, chociaż nie mam w cale pewności, że zostanę potraktowana w sposób taki, jaki bym sobie tego życzyła … A ponoć To SŁUŻBA zdrowia …. no właśnie SŁUŻBA …. ma służyć ludziom, o czym chyba dawno już zapomniano ….

Zdrowia życzę :)

Anetka

Jak pięknie, gdy zza chmur wychodzi promyk nadziei …

Zgubić nas może jedno spojrzenie w dół …..
Postaram się z resztek nadziei, uszyć bezpieczny strój …..
Ochronić Cię ….. ochronić Was …..

Ściąga nas do ziemi coś, za najdrobniejszy błąd.
Płacimy tym, co świat nam dał ……
Jak ruszyć dalej stąd?

Nie patrzę w dół … na cienkiej linie trzymam się Twoich rąk i mądrych słów……
Nie patrzę w dół …. Bo wierzę w to, że mamy w sobie tę moc
by iść przed siebie

Idź, i nie daj się złamać !!!  Już nigdy nie przestawaj, idź ….
Bądź niepokonana !!!
Utkana dla nas cienka nić, po której stąpamy …
Pod nami przeciwności tłum …
Idź dalej przed siebie I nie spoglądaj w dół … !!!

Idę …. oby słońce, które zaczęło świecić, pozwoliło nam na próbę spełnienia marzeń ….

Chcę iść … ruszyć z miejsca …. iść ….

Pozwól nam wystartować, a z resztą poradzimy sobie sami, bo mamy siebie, jesteśmy silni …. damy radę … potrzebuję tylko wystartować ….

Chcę zacząć iść ….

Marcowo … :)

Od kilku dni pogoda dopisuje … słonecznie, ciepło, iście wiosennie :) siedzenie w mieszkaniu w bloku jest dla mnie męczące i dołujące … nie lubię tego !!!

Nie lubię tego miejskiego zgiełku, gwaru samochodów, „niespodzianek” na trawnikach …

Samopoczucie raz lepiej, raz gorzej … częściej jednak gorzej niż lepiej … ale zawsze mogłoby być gorzej …. :)

W sobotę był dzień kobiet, nasz mężczyzna „pamiętał” o nas .. zakupił kwiaty, a wieczorem zamówiliśmy pizzę … a co tam dieta … wiosna idzie :) więcej ruchu będzie to i zbędne kilogramy się zgubią :) może :)

Jak ja bym chciała mieć swój domek na wsi, z małym ogródkiem … robić teraz wiosenne porządki, … Jak bardzo bym chciała móc zapewnić swojemu dziecku własny pokój, … jak mi się marzy własny kawałek ziemi … takie swoje miejsce, własny kąt ….

Moje dziecko, jak nikt inny potrafi mnie zadziwiać … z każdym dniem coraz bardziej. Jej teksty, jej zachowania .. czasem biją mnie na głowę :) Ostatnio przyniosła mi do kuchni obrazek, zapytała czy mi się podoba i czy ładnie … Trudno było inwencję twórczą dziecka ocenić … obrazek był bardzo ciekawy … a gdy się dowiedziałam, co dziecko namalowało, hmmmm …. po prostu sami zobaczcie :)

Gdy zapytałam, gdzie jest ten słoń, odpowiedziała, że był duży i się nie zmieścił, jedynie starczyło miejsca na trąbę i krzak jagódkowy :) …. nie ma co …. pomysłowość pierwsza klasa :)

Z wizytą w Stolicy i nie tylko …..

Wczoraj wczesnym rankiem, w sumie nawet można by rzec, że nocą :) (godzina 3:00) wyruszyliśmy całą rodziną do Warszawy. Dawniej bardzo często wybierałyśmy się razem z naszym facetem, na tego typu „wycieczki” …. ale od jakiegoś czasu z przyczyn losowych jeździł sam …. :)

Dlatego, kiedy usłyszałyśmy, że czwartek będzie dniem jego kolejnej wizyty w Stolicy, postanowiłyśmy swoją obecnością umilić mu podróż :) Na co mąż, bardzo się ucieszył i wspólnie zaplanowaliśmy nasz plan wizytowy :)

A więc decyzja zostało podjęta … trudno – Amelka nie pójdzie do przedszkola :) ….  pojechaliśmy po zakupy na drogę :) w postaci małego słodkiego co nie co :) zrobiłyśmy pyszne kanapki …. Wstaliśmy i o godzinie 3:00 byliśmy już w samochodzie. Droga minęła dobrze i nawet szybko, ponieważ o 7:00 byliśmy już na miejscu :) Około 10:00 (jak nigdy !) mieliśmy załatwione wszystkie najważniejsze sprawy …. zostały tylko odwiedziny w sklepach :)

Szału zakupowego raczej nie było, ale co mieliśmy kupić, to kupiliśmy :) Została najciekawsza część :) Czyli odwiedziny u naszych znajomych mieszkających jakieś 1,5 godziny jazdy od Warszawy, na wsi … Prowadzą małe gospodarstwo rolne, pełne rozmaitych zwierzaków :) co okazało się najciekawszą atrakcją dla naszej córki :)

Po drodze „prosiłam” Amelkę, by zachowywała się „przyzwoicie”, bo wiadomo różnie to być może … :) Ale moje słoneczko, moja najukochańsza córeczka mnie nie zawiodła :) Podczas obiadu zręcznie posługiwała się nożem i widelcem, używała odpowiednich zwrotów, a że w pewnym momencie zapytała :

Amelka: Mamo, jestem grzeczna?

Mama: No jasne, jesteś bardzo grzeczna!

Amelka: Bardzo ? Jak Aniołek?

Mama: Noooo … jak Aniołek !!!

Amelka: A jeszcze długo tak muszę …..?

 cóż ….. szczerość dzieci jest najlepsza :) na co my kobiety ryknęłyśmy śmiechem, podczas, gdy nasi Panowie spacerowali i podziwiali uroki wsi :)

Amelka początkowo im towarzyszyła, obejrzała króliki, nowo narodzonego cielaczka … ale największą atrakcją był konik … taki jakiś miniaturka :) szalony, rozbrykany, ale uroczy :) No i oczywiście mały chomik, którego głaskała i nawet wzięła na ręce … jeszcze trochę i byśmy wrócili z chomikiem do domu :)

Jednym słowem wizytę możemy uznać za udaną … i życzymy sobie takich więcej :) Po powrocie Amelka zasnęła praktycznie od razu i spała grzecznie jak mało kiedy :)

O dumnej rodzicielce już było, czas na dumną małżonkę :)

O tym, że jestem dumną Matką niejednokrotnie pisałam :) Jestem również dumną małżonką, ściślej mówiąc jestem mega dumna z poczynań mojego faceta …

Niejednokrotnie już dowiódł, że mimo wielu przeciwności losu osiągnął baardzo wile … Nie obyło się oczywiście bez mego lęku i strachu o jego zdrowie, a nieraz nawet i życie :) Ale jestem bardzo dumna z jego poczynań, że mimo ograniczeń, które niestety jego dosięgają, stara się spełniać marzenia, fascynacje … wykazując przy tym dziecięcą radość :) i zadowolenie … Bywa uparty, ale być może właśnie dzięki swemu uporowi osiąga tak wiele ….. cieszę się, jestem z Niego dumna … może nie umiem tego, aż tak bardzo okazać …. ale na prawdę cieszę się z Jego każdego sukcesu ….  I trzymam kciuki za każde kolejne .. :)

A co takiego wprawiło mnie w taki podziw ???

W sobotę mąż  oznajmił, że zamierza wziąć udział w regatach bojerowych w klasie Monotyp XV. Oczywiście, już tradycyjnie, przez mą głowę przemaszerowało stado czarnych myśli i najdrastyczniejszych scen …. Byłam pewna, że w najlepszym wypadku wyląduje w szpitalu połamany, na pewno lód się załamie, utopi się, zostawi nas same …. Wiem, że powinnam się cieszyć i trzymać kciuki za powodzenie, ale taki to już mam straszny charakter, że jak kocham, to boję się o te osoby, staram się zasłaniać i chronić przed wszystkimi niebezpieczeństwami losu …

Czas, kiedy toczył się bój na lodzie o zwycięstwo i  puchar, wydawał się nieskończenie długi … Ale w końcu odezwał się nasz mężczyzna, oczywiście cały i zdrowy :) Z najfajniejszą informacją tego dnia …. Jest I miejsce i puchar :)

Obie z córką jesteśmy bardzo dumne i szczęśliwe :)

Amelka w prezencie i uznaniu dla Tatusia „wykonała” koszulę :) Mama nieco pomogła … a efekt i zadowolenie Taty widoczne na zdjęciach :)

W rzeczywistości koszula prezentuje się o wiele wytworniej :) a zadowolenie widoczne jest w oczętach i Ojca i Córki, a to jest dla mnie najcenniejszy widok, jaki mogę sobie wymarzyć :)

No, ale nie do końca było tak sielankowo …. żeby nie było :)

Kiedy Małżonek wrócił z nagrodą, przyszedł do mnie do kuchni i powiedział, że zdobył ten puchar dla nas …. na co Amelka bardzo się rozzłościła …. nie wiedzieliśmy do końca o co chodzi … Po dłuższej chwili i rozmowie okazało się, że Amelka była zła na Tatę, że zdobył ten puchar dla mnie a dla niej nie ma nic ….

A, że Tatuś kocha swoją córeczkę najmocniej na świecie, w niedzielę przyniósł do domu kolejny puchar  :) Tym razem za zdobycie III miejsca …. i teraz jest sprawiedliwe :) każda z nas ma puchar … :) Amelka „swój” traktuje jak swoje dziecko, przykrywa kocykiem, kołysze na kolanach, poleruje …. nawet zamierzała z nim spać …. :)

Jeszcze raz szczere gratulacje dla NASZEGO ZWYCIĘZCY !!!