Nowe wieści :) nowy etap :)

A więc ….

Od czego by tu zacząć :) Dużo się dzieje, za dużo jak dla mnie … ale oczywiście wszystko pozytywnie się układa … różne są drogi docierania do celu, a to raz z górki, raz pod górkę …  a to ostry zakręt, a to jakiś poślizg …. Ale jak to mawiają: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :)

W każdym razie Rodzinkowo od 28 kwietnia 2014 roku zamieszkało we własnych czterech kątach :) Pierwsza moja noc minęła zadziwiająco spokojnie, nie bolały plecy i spałam jak małe dzieciątko :) spokojnie, bezpiecznie :) A wszystko może za sprawą towarzyszącego zmęczenia :) i lekkiego przeforsowania :) Wczoraj dotarły ostatnie bibeloty z poprzedniego wynajmowanego mieszkania …. wszystko co prawda na środku, porozrzucane, nie poukładane …. ale to nie ważne … :) Fotorelacja oczywiście będzie z postępów remontowych … ale nie dzisiaj … bo któż to by znalazł aparat …? Ale nie ma co …. znajdzie się i wszystko się uzupełni :)

:)

Ciepło, słonecznie … żyć się chce :)

Fotorelacja z placu boju :)

Praca wre … wiem, wiem, ciągle tak mówię tylko, że końca nie widać …

Nawet nie potraficie sobie wyobrazić tego, jak jest mi źle z tym, że nie mogę w niczym wielkim pomóc … tam trochę zmiotę, ogarnę … ale tak na prawdę, żadnego pożytku ze mnie nie ma … na zakupy nawet nie mogę pójść … jest mi ciężko, słabo …. stałam się zrzędliwa jak babcia … nogi mi puchną, niby dwa dni ciepła, a już mi to ciepło przeszkadza … jest mi źle we własnym ciele ….

Drażni mnie słuchanie samej siebie …

Ale nie ja nie o tym … nasza Amelka coraz bardziej mnie zadziwia :) wczoraj bardzo fachowo wyciągała krzyżyki :) Mały budowlaniec nam rośnie :)

krzysiek przedpokój zdejecie zdjęcie 2 zdjęcie 3Przetrzeć sufit w salonie :) pomalować wszystkie pomieszczenia – farba miejmy nadzieję dzisiaj dotrze, zafugować, to co trzeba, panele dzisiaj zostaną zakupione …. siły przybywajcie :)

Amelka jest niezmiernie dumna z Taty. Wczoraj zapytała czy dzisiaj będzie mogła opowiedzieć w przedszkolu, że jej Tata „umie wszystko” :) I wymieniała wszystkie prace, jakie zostały już wykonane :)

Święta w Rodzinkowie :)

Święta, Święta i już po świętach … jak zwykle mijają szybko i nieubłaganie :)

Było malowanie jajek, święcenie pokarmów, Rezurekcja, obżarstwo, polewanie wodą i zmęczenie :) Zmęczenie tym błogim leniuchowaniem, nie robieniem niczego …

Czyli Święta w Rodzinkowie minęły tradycyjnie :) Chociaż nie do końca …. Nie było szaleńczego wyścigu z czasem i rzeczami, które jeszcze należałoby zrobić …. Nie było przesadnych ozdób świątecznych, ponieważ zagubiły się gdzieś podczas ostatniej przeprowadzki. Nie było ślęczenia godzinami w kuchni … stresu związanego z gotowaniem, pieczeniem … obawami o to, co się uda, a co będzie świątecznym niewypałem … I O DZIWO, ŚWIĘTA SIĘ ODBYŁY …. pomimo tego, że nawet koszyczka do święcenia pokarmów nie można było znaleźć …

amelka 5 amelka amelka1 amelka2 amelka3 amelka4 amelka6A z nowinek to mogę pochwalić się, że 14 kwietnia wypadł Amelce trzeci ząb mleczny … nie no w sumie Amelka temu dopomogła …. :) Wróżka zębuszka zostawiła ząbek na pamiątkę i zostawiła 5 zł :) Kolejne trzy się zaczynają ruszać :) będzie mały szczerbatek :)

A prace remontowe ciągle posuwają się do przodu … czas nagli, trzeba zakasywać rękawy, a sił i pieniędzy jakby już zaczynało brakować …. ale będzie dobrze … damy radę !!! Mamy siebie czyli mamy siłę :)

Gotowe są już ściany w łazience, dzisiaj pomalowany ma zostać sufit w kuchni … Mamy już prawie całą podłogę w przedpokoju wyłożoną płytkami … Są już panele do pokoju, no prawie … część należy jeszcze dokupić :) W tym tygodniu mamy zamiar już się przeprowadzać … trochę prac będziemy wykonywać już mieszkając WE WŁASNYM MIESZKANKU :) Nie będzie łatwo … szczególnie, że mąż wykonuje prawie wszystko samodzielnie … nie mogę mu pomóc … od kilku dni moje samopoczucie powróciło do stanu katastrofalnego :( Ciężko mi… chodzić, schylać się, oddychać, nawet leżeć …

Niedzielnie i świątecznie

Niedziela Palmowa – znakiem, że czas na poważnie wziąć się za porządki przedświąteczne … ale w tym roku szczególnie mi się nic nie chce … Absolutnie nic !!!

Wczoraj poszłyśmy do Kościoła z własnoręcznie wykonaną palmą. Amelka wzięła nawet udział w konkursie palmowym :) udało się zdobyć słodką nagrodę :)

PALMYY PALMY PALMMMY

A po wyjściu z Kościoła :

 Amelka: Mamo, kupimy lizaki ??

Mama: Nie, nie wzięłam pieniędzy.

Amelka: No to chociaż kupmy lizaki dla mnie i dla Taty ….

No cóż już przywykłam, że Mama jest tylko dodatkiem do rodziny :)

A w naszym mieszkaniu praca nadal wre … dzisiaj pojadę obejrzę efekty pracy, bo już kilka dni nie widziałam, co się tam dzieje … a przecież jakiś nadzór musi być :)

REMONT REMONTYA tak już wygląda moja kuchnia :) co prawda jest to zaledwie początek przewidywanego efektu, ale już się cieszę, że jest chociaż tyle :)

KUCHNIAA ponadto data 13 kwietnia jest  naszym małym świętem. Sześć lat temu chrzciliśmy naszą Amelię Marię :)

amelkaaA teraz już taka pannica … aj

aMELUSIA

Co takiego w trawie piszczy ?

Amelka chora :(  …. we wtorek poszła do przedszkola, po ponad tygodniowym pobycie w domu, a tu znowu coś … tym razem angina = antybiotyk= kuracja 7-dniowa = uboższy portfel = pobyt w domu …..

Wczoraj poszła do przedszkola normalnie, nic jej nie dolegało … co prawda podawałam jej leki zapobiegawczo, bo w poniedziałek jeszcze źle się czuła … Około godziny 13:00 dostaliśmy telefon z przedszkola, że dziecko ma gorączkę, źle się czuje i należałoby je z przedszkola zabrać … A więc z przedszkola praktycznie prosto pojechałam do przychodni, ale oczywiście Pani Doktor powiedziała, że może nas przyjmie, może nie … że możemy w sumie posiedzieć, poczekać, może do 18:00 się doczekamy …. A to, że dziecko mi się słania, ledwie siedzi na krześle, wysoka temperatura daje znać o sobie, to już nie ważne … Podziękowałam i wyszliśmy, w aptece kupiłam leki, po zaaplikowaniu których widać było  poprawę ….

Dzisiaj rano udałam się do tej samej przychodni, na moje nieszczęście dyżur pełniła ta sama Pani Doktor .. :( Odczekałyśmy swoje 1,5 godziny w towarzystwie dzieci przeziębionych, kaszlających, zasmarkanych, z dziewczynką chorą na ospę … taki misz-masz :)

Ojjjjj ….. ciężko z tymi choróbskami … ale co zrobić … przetrwamy to :)

W Rodzinkowie nadal trwa remont. Od kilku dni gości u nas mój Stryjek :) który baardzo nam pomaga. Kuchnia (ściany i podłogi) są już praktycznie gotowe :) Dzisiaj ruszają moi Panowie z łazienką. Dużo prac jest już wykonanych ale sporo jeszcze przed nami …myślałam, że może na święta uda nam się wprowadzić, ale ciemno to widzę …

Remontowo w Rodzinkowie :)

Od kilku dni praca wre …. :) Każda para rąk się przydaje ….

Jak na załączonych zdjęciach widać tych rąk jest jednak mało :) Ale najważniejsze, że postępy prac remontowych widać. Wymienione zostały futryny, wyburzone są  ścianki i dostawiona jedna brakująca :), elektryk także już zadziałał …. Jednym słowem, powstał niezły bałagan :)

Na dniach zaczną się prace w łazience, kuchni, przedpokoju …. Mam nadzieję, że pojawią się podłogi i mój uzdolniony mąż zaprojektuje i wykona szafy :)

Mąż – posiadacz wielu talentów – stara się jak tylko może. A ja to doceniam na prawdę !!!

Mam nadzieję, że uda mi się też wykazać aranżując wnętrza :)

Sześciolatki w szkole …. czy oby na pewno jest to dobry pomysł ?

Dnia 31 marca nasze dzieciątko, które urodziło się w pierwszej połowie 2008 roku, zostało zapisane przez Tatę do pierwszej klasy. Oznacza to, że dnia 1 września będzie musiała założyć na swoje plecy plecak i maszerować do szkoły, by doskonalić swoje umiejętności.

Czuję lekki dyskomfort myśląc, czy oby na pewno sobie poradzi….. Nie ujmuję jej absolutnie niczego. Jest zdolna, ambitna, otwarta, szybko się uczy czegoś nowego … poza tym jest samodzielna, potrafi wyartykułować swoje potrzeby, potrafi poinformować o swoim niezadowoleniu, odróżnia dobro od zła …. Posiada wiedzę, którą wpajają jej Panie w zerówce … poznawanie to nie idzie jej to jakoś bardzo opornie … Z  jednym radzi sobie lepiej z drugim gorzej, ale nie jest źle …

Więc czym Ty się Matko martwisz ….? A mianowicie tym, że jest to zwyczajnie za szybko!! Że szkoły nie są do końca na taką reformę gotowe, nie jestem pewna, czy jest dobrym pomysłem zabieranie roku z życia dziecka, który mógłby być jednak wykorzystany na zabawie połączonej z nauką, a nie sztywnym siedzeniem w ławce …. Że moje dziecko się zniechęci, w razie napotkanych jakiś niepowodzeń bądź trudności …

Owszem słyszałam o pomyśle, który mówi, iż dziecko będzie można „cofnąć” na podstawie opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznej do oddziału przygotowawczego. Zastanawia mnie jednak, gdzie miałabym „cofnąć” to swoje dzieciątko, skoro listy przyjęcia do zerówki zostały zamknięte już w lutym i zwyczajnie nie będzie wolnych miejsc … A po drugie, jak poczułoby się to moje dziecko wiedząc, że przecież jest na tyle „dorosłe” i mądre, że idzie do pierwszej klasy, a tu nagle jednak jest z powrotem w zerówce … czyli co ? – jest jednak głupie? …… brrrrr … No a po trzecie, co z całą szkolną wyprawką, która z pewnością do najtańszych nie należy ? Przecież nie wiadomo czy za rok będzie taka sama ….

Nie chcę być też z kolei „toksyczną” matką, przewrażliwioną na punkcie swojego dziecka. Wierzę , że sobie poradzi. W końcu idzie do pierwszej klasy, by się nauczyć, udoskonalać pozyskiwaną wiedzę, poznawać otaczający ją dookoła świat ….  Drażni mnie jednak, że na moim dziecku są dokonywane te „eksperymenty” edukacyjne. Kurczę, szkoła na próbę …? Albo sie uda albo nie… albo sobie poradzi, albo nie poradzi … A, gdzie w tym wszystkim prawo do decydowania o moim dziecku ?

Tak, jestem matką ! Los mojego dziecka w szkole nie jest mi obojętny! Chcę dla swojego dziecka jak najlepiej ! Jeszcze zdąży poznać szarość i brutalność tego świata. Jeszcze zdąży się nadźwigać na swoich barkach ciężarów … Ale wierzę w swoje dziecko! Skoro od września ma stać się już pierwszakiem będę  robiła wszystko, by jej w tym pomóc. Przejdę przez to razem z nią …

Jestem pełna obaw i lęków, które w żaden sposób nie przelewam na dziecko. To są moje obawy, w które moje dziecko nie jest wtajemniczane …. Staram się, by moje dziecko w żaden sposób nie odczuło tych bojów, które się toczą. Tłumaczę, że zwyczajnie idzie do szkoły bo tak trzeba :) nikt nie wspomina, że to dla niej o rok wcześniej, że szkoły mogą nie być w pełni przygotowane na przyjęcie takich maluszków …

Boję się, czuję nie sprawiedliwość, może nawet niemoc … ale nie popadnę w paranoję, nie zamierzam zmuszać nikogo, by wydał mojemu dziecku opinię, że jednak nie osiągnęło gotowości szkolnej …. Bo przecież osiągnęło, i to wysoką :) Wierzę więc, że jest gotowe do pójścia do pierwszej klasy i zrobię wszystko by sobie w niej poradziło …

A tak na marginesie :) wczoraj ruszył wielki remont. Burzenie ścian, dostawianie nowych, zmiana instalacji elektrycznej … wielkimi krokami zbliżamy się do dnia przeprowadzki :)

Dzień zwodziciela :)

Z samego rana zastanawiałam się jaki dowcip zrobić najbliższym :) Wspólnie z córką „wkręcanie” zaczęłyśmy od Babci Helenki :)

Amelka: Cześć Babciu, wiesz wczoraj jak wracaliśmy z Tatą do domu, to znaleźliśmy takiego malutkiego, białego pieska. Był sam … więc wzięliśmy go do domu.

Babcia: Oj, na prawdę ? to fajnie! Chyba się cieszysz, co ?A Mama o tym wie i się zgodziła ?

Amelka: Tak. Spał całą noc ze mną, na moim łóżku, ale wiesz ….. dzisiaj z rana nawalił i niestety musimy go oddać. Zdecydowaliśmy, że przywieziemy go do Ciebie, wiesz On jest taki słodki, a Ty sama siedzisz, więc będziesz miała zajęcie.

Babcia: Ale jak do mnie?

Amelka: No normalnie! Przecież nie możemy go wyrzucić ! Zaraz z Mamą zjemy śniadanie i przyjedziemy do Ciebie i przywieziemy go … On jest taki słodki, sama zobaczysz …

Słychać było przyspieszony oddech Babci i wyraźne nie zadowolenie :) w końcu wnusia przyznała się, że to żart … na szczęście :) bo Babcia o mały włos palpitacji serca, by nie dostała :)

Podobny żart zrobiła też drugiej Babci, która zareagowała o wiele spokojniej :) ale Amelka była prze szczęśliwa, że bezkarnie może płatać figle :)

Tak jej się to spodobało, że postanowiła zadzwonić do Taty. Tym razem powiedziała, że pod sklepem w kartonie był porzucony piesek, który wygląda tak słodko, że nie możemy go nie zabrać ze sobą … Zapytała więc, czy możemy go zabrać ze sobą, Tata oczywiście się zgodził, a gdy prawda o żarcie wyszła na jaw, poinformował tylko grzecznie, żebym się nie zdziwiła jak kiedyś na prawdę przyniesie pieska i dopiero będzie wesoło :)

A swoją drogą … to wkręcanie szło jej tak lekko, że prawie sama uwierzyłam w tego pieska :)

Mała nie poszła do przedszkola z powodu tego zaziębienia, ale za to poszłyśmy na spacer … krótki, mały , ale zawsze to coś :) W kiosku z gazetami zobaczyła kolorową gazetkę, którą chciała kupić … Gdy usłyszała, że nie ma mowy, stwierdziła tylko:

„Pojedziemy dzisiaj z Babcią i Tatą do Olsztyna i na pewno uda mi się kogoś na nią naciągnąć . Chodź idziemy! Na co czekasz ? na oklaski? „

A ja cóż … stałam jak wryta, myśląc co mnie jeszcze czeka …..