o matko – wariatko

Normalnie wysiadam. Wczoraj Wiktor miał gorączkę. Po telefonie wykonanym do szpitala pojechaliśmy zgodnie ze wskazówką do lekarza rodzinnego. A tam, Wiktor roześmiany, bez temperatury, pogaworzył z lekarzem i tyle …..

Dlaczego matka tak sie trzęsie …? dlatego, że nastraszono ją w szpitalu, próbowano zrobić z matki mało odpowiedzialną rodzicielkę …. ale ja sie nie dam zwariować … o nieee :) Dbam o swoje dzieciaki. Kocham je najmocniej na świecie …. Tylko dlaczego moje dziecię najmłodsze tak igra z matką? Dlaczego ciągle testuje matczyną cierpliwość ?

Dziecko, matka do najmłodszych nie należy :) padnie kiedyś na zawał normalnie :)

A dzisiaj mamy swój mały sukces :) Wiktor przewraca się z plecków na brzuszek, a jaką ma z tego frajdę :) Pytanie tylko kto większą? Ale nie ma co … samego już się nie zostawi na łóżku o nieee

IMG_2725A poniżej praca Amelki na konkurs plastyczny organizowany w szkole :) Miała praca wyglądac nieco inaczej (widoczna zaplanowana praca przez matkę z prawej strony)  ale z powodu pobytu Wiktora w szpitalu, wygląda jak wygląda. Jedno jest pewne, jestem z niej dumna .. a praca wg mnie zasługuje na najwyższa nagrodę :)

IMG_2721 IMG_2722

Poprawa nastroju i nowe myśli …

Nowy dzień przyniósł nowe nadzieje :) idziemy do domku. Czekamy jednak na transport do domu i zobaczymy co powie Małżonek po wizycie u lekarza. Ale jestem pełna wiary w to, że wszystko będzie dobrze. Wierzę, że w końcu ten czas choróbstw w końcu się dla nas skończy.

Noc była ciężka. Wiktorek budził się, kaprysił, płakał. Wyraźnie czuł jakiś dyskomfort. Może też jest już zmęczony tym szpitalem,brakuje mu domu, własnego łóżeczka, zabawek no i przede wszystkim pozostałych domowników.

Ale jestem pełna wiary i nadziei w lepsze jutro. W końcu – coraz bliżej święta :)

Spotkałam się z negatywnymi opiniami na temat corocznego telewizyjnego rytuału. Czyli jednym słowem mówiąc chodzi o Kevina :) A ja powiem szczerze i z całą odpowiedzialnością, że lubię ten czas. Kiedy co roku wałkują te same filmy w telewizji a w radio pojawi się moja ukochana piosenka :) Amelka też polubiła Kevina i z pewnością po powrocie do domu usiądziemy wszyscy, by wspólnie zobaczyć to jeszcze raz :) A piosenka ? cóż zarażam nią naszą pannę … czemuż nie pielęgnować i wszczepiać czegoś co daje tyle radości …

A przechodząc już do sedna sprawy …

Zastanawiam się co będzie z Mikołajem. Amelka poszła do szkoły i wiadomo … może stać się tak, że ktoś jej powie, że cała ta historia z Mikołajem to jedna wielka ściema. Nie wiem w jaki sposób uchronić ją przed wielkim rozczarowaniem, a jednocześnie zachować magię świąt i wzniosłość czasu wielkiego oczekiwania. Nie mam pomysłu w jaki sposób wprowadzić ją w ten temat. Nie chcę, by pomyślała, że rodzice oszukiwali ją przez cały czas. Ale nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie wymyśliła i nie znalazła tak zwanego złotego środka :)

A już niebawem adwent. Postanowiłam, że zrobię Amelce inny, aktywny kalendarz adwentowy :) pomysł tli się w głowie i mam nadzieję, że niebawem uda mi się wszystko przygotować …

Lubię całą tę oprawę przedświąteczną … adwent, roraty, lampiony, wieńce adwentowe …. zakupy, przygotowania, wszystko po to by móc w Wigilijny wieczór usiąść przy stole …. by zapachniało karpiem, świerkiem …. hmmmm  Marzy mi się taka moja – nasza wigilia. Na moich zasadach :)

Może kiedyś ;) przecież warto marzyć

Szpitaling – ciąg dalszy

Mija szósta doba naszego pobytu w szpitalu. Wczoraj Wiktorkowi wyszedł drugi ząbek … szkoda, że w takim smutnych okolicznościach. No właśnie, a jak miewa się nasz Wiktorek – hmmm w sumie całkiem nieźle jak na dziecko z zapaleniem płuc. Ma humorek, zjada dobrze i to całkiem nieźle przybiera na wadze. Dzisiaj jednak zaczął delikatnie pokasływać, a więc zaczyna mi to spędzać sen z powiek. Poza tym jest dobrze, Polubiły go wszystkie pielęgniarki. Stał się takim oddziałowym przytulakiem :) Dzisiaj pani doktor powiedziała, że dawno już nie widziała tak zadbanego i wypielęgnowanego mężczyzny. Miło mi się zrobiło … :) Poza tym jest pogodny, mimo całej tej sytuacji. Śmieje się, bawi, krzyczy rozkosznie …

ajjjj…..

Jakby tego było mało, Amelka zaczyna kaszleć już nie na żarty. Kurcze już od jakiegoś czasu ciągle ktoś choruje. W aptece pozostawiamy nie mały majątek. Najgorsza jest jednak myśl, że musiałaby Ona pozostać w szpitalu. Nie, nie wyobrażam sobie tego. Nie mogłabym chyba spokojnie być w domu z Wiktorem wiedząc, że Ona jest z dala ode mnie, że cierpi, a mnie nie ma przy niej … jeżeli już by (NIE DAJ BOŻE) tak się stało, zrezygnowałabym chyba z karmienia piersią, by móc być tylko z nią …

Nie lubię, gdy moje dzieci chorują. Zapewne nikt tego nie lubi. Najgorsze jednak dla mnie są pobyty w szpitalu. Matko, cóż muszą czuć rodzice poważnie  i przewlekle chorych dzieci … Nie … nie będę nawet myśleć !! nie będę się bardziej dołować. Wystarczająco ciężko jest mi grać dobrą minę do całej tej sytuacji … Ciężko mi :( my z Wiktorkiem tu, Krzysztof z Amelką w domu. Najgorsze są z nimi pożegnania, niby uśmiecham się, zagaduję, w głębi duszy ryczeć mi się chce … Wiem, że dla nich jest równie ciężko jak nam. Wiem, że ciężko jest dla nich to wszystko ogarnąć … podziwiam ich za siłę, że jakoś sobie radzą … dzielni są … wszyscy jesteśmy !!! Takie doświadczenia pokazują, że jednak jest siła w nas … udowadniają, że wszyscy tworzymy jedną całość, że gdy jakiegoś „elementu” brakuje, całość zaczyna się psuć – dowodzi tylko tego, żeby tworzyć rodzinę – wszystkie jej ogniwa muszą być na właściwym miejscu. Może nie zabrzmiało to zbyt logicznie ;) ale wiadomo o co chodzi :)

Dlatego powinniśmy doceniać każdy dzień, każdy moment, próbować cieszyć się sobą, żyć ze sobą a nie obok siebie, szanować siebie na wzajem, zauważać ciężką pracę i starania drugiej osoby. Zacząć zauważać, że ktoś obok jest, że czeka, że ma się do kogo przytulić i odezwać w te długie jesienne wieczory …. Nie ma możliwości wymazania ze swojego życia pewnych sytuacji, wypowiedzianych słów, zachowań, doświadczeń – ale każda ta chwila doprowadziła nas do tego właśnie miejsca, w którym jesteśmy … miłe chwile, wspomnienia pozwoliły kochać życie. Chwile smutne, pełne żalu, pretensji, niezadowolenia, wszystkie złe sytuacje nauczyły jak żyć …. Jednym słowem cieszę z tego wszystkiego co mam i na jakim etapie życia jestem …. los doświadcza, niejednokrotnie boleśnie – widocznie jest w tym jakiś cel i głębia. Może za jakiś czas dowiem się jaki w tym wszystkim był cel i jakie należy z tego wyciągnąć wnioski …

Jedno wiem, nie można odkładać na jutro, tego wszystkiego co mamy zrobić dziś. Jutro takiej szansy możemy już nie dostać …

Ot, to byłoby na tyle moim nocnych refleksji …. jutro mamy wyjść do domu, zobaczymy jak to będzie … czekamy ….

Szpital

Niestety stało się … we wtorek, po odebraniu wyników z prześwietlenia klatki piersiowej trafiliśmy do szpitala z zapaleniem płuc. Czyli potwierdziły się przypuszczenia Pani doktor :(

Nie chciałam bardzo kłaść się na oddział ponieważ wiadomo jak to w szpitalu. Szczególnie, że stan zdrowia Wiktora nie jest najgorszy. Mały je, bawi się, śmieje … nie ma oznak choroby, wszystkie wyniki ma wzorcowe … aż żal po prostu … na szczęście jesteśmy sami na sali… ale dookoła tylko poważne zapalenia płuc. Dzieci kaszlą i to strasznie ….

Mamy tu pozostać najmniej tydzień …. jakoś może damy radę, obyy :)

A za oknem od wczoraj pada … pierwszy śnieg tej zimy …. zapachniało świętami, prezentami, choinką … coraz bliżej święta … ;)

Mamy to … i nie tylko to ;)

Mamy to … mamy !!!! 12 listopada nasza najmłodsza pociesza została wyposażona przez matkę naturę w całkiem nowiuśkiego pierwszego ZĘBA !!! Była gorączka, marudzenie, złe samopoczucie, ale w końcu jest :) Maluch wie do czego tego zębulka wykorzystać ;) podczas karmienia gryzie nie miłosiernie …. Jest to dla mnie zupełnie nowe przeżycie ;) i odczucie ponieważ Amelkę karmiłam dwa miesiące i wówczas nie miała (na szczęście) jeszcze zębiszczy :)

W czwartek mieliśmy zaplanowaną koleją wizytę u lekarza i próbę podjęcia decyzji o kontynuacji planowanych szczepień. Niestety mały nie został zaszczepiony tylko skierowany do szpitala. A ja Matka wciśnięta w ziemię złymi komentarzami Pani Doktor na mój temat jako matki i prawidłowego sprawowania opieki nad moim synem. Ryczeć mi się chciało … usłyszałam wiele …. oczywiście wyssanych z palca oszczerstw. Przecież doskonale wiedziałam, że dbam o swoje dzieciaki, biegam do lekarzy za każdym razem gdy mnie coś niepokoi … mało tego wydaję dodatkowo pieniądze na prywatnych specjalistów, bo oczywiście na NFZ nie można liczyć … Dlatego tak trudno było mi przyjąć kierowane do mnie zarzuty. Nie zgodziłam się na szpital tylko na zrobienie podstawowych badań … oczywiście wyszły niezbyt dobre, a więc Pani doktor była uszczęśliwiona. Bez większego namysłu a przede wszystkim podstaw skierowała nas do szpitala.

Po powrocie do domu postanowiliśmy z mężem, że nie pojedziemy do szpitala a spróbujemy skonsultować małego dodatkowo u jeszcze jednego pediatry. Tam okazało się, że lekarz nie widzi podstaw by kierować dziecko do szpitala, szczególnie teraz, gdy panuje tyle choróbstw. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale również sama jako matka i na tyle ile znam swoje dziecko nie widziałam takiej potrzeby. Prawdą jest, że dziecko przez trzy dni gorączkowało, ale szedł mu ten ząbek więc podejrzewałam, że to jest tego przyczyną. Dodatkowo zaczynał delikatnie pokasływać. Poza tym czuje się dobrze. Ma apetyt, bawi się ….. tylko to nieszczęsne pokasływanie  :(

Z mężem podjęliśmy decyzje o zmianie lekarza. Co prawda musimy kawał drogi jechać, ale zawsze go obejrzy i ma zupełnie inne podejście. Kaszel małego nadal jest i bardzo mnie niepokoi, dlatego jadę dzisiaj po raz trzeci na konsultację … nie wiem, może poproszę o zrobienie prześwietlenia płuc, by być w pełni spokojna.

A poza tym cóż …. choroba i mnie dopada, na kilka dni straciłam głos :) może to i dobrze :) Ponadto infekcja o nazwie „nic mi się nie chce” wbija mnie w kanapę i nie pozwala normalnie funkcjonować ;) Nie mam sił, nic mi się nie chce …..

Oby tylko moje dzieciaczki były zdrowe, a z resztą sobie jakoś sama poradzę …. Silna jestem :) z nie takimi infekcjami sobie radziłam

A miało być tak pięknie …

tak, tak … renowacja auta została zakończona, mąż miał mieć w końcu więcej czasu dla siebie, dla nas, dla rodziny. Okazało się jak zwykle – inaczej niż byśmy sobie tego życzyli.

Ten mój facet, dobra dusza, postanowił tym razem pomóc naszemu znajomemu i udał się w podróż za granicę … czekam z niecierpliwością na jego powrót …

A że u nas normalnie i spokojnie być nie może – rzecz wiadoma, Wiktorek od wczoraj gorączkuje i to dość mocno (ponad 39 stopni). Jest marudny, kapryśny, rozdrażniony, płaczliwy, mało je, ale na szczęście pije :) Trochę pokasłuje, jednak mam nadzieję, że to może nic poważnego, że może to na ząbkowanie ? nie wiem :( Śpi po kilka minut, budzi się z płaczem, w nocy więcej na rękach niż w swoim łóżeczku … ciężko trochę … męczymy się oboje :(

Amelka na nowo zaczyna pokasływać i się smarka … matko !!! wrrr … czy kiedyś w końcu to minie ?

Na domiar złego mnie zaczynają boleć uszy … jedno przytkane, prawie na nie nie słyszę :(

Mała tęskni za tatą … chociaż to tylko dwa dni … ale w nocy budziła się, płakała przez sen … dzisiaj z samego rana pobiegła zobaczyć Tatusia myśląc, że już wrócił … smutna poszła do łazienki …. szkoda mi jej

Za oknem szaro, buro i ponuro … raz pada mocniej raz wieje bardziej … jesień ! Zdecydowanie jesienna i depresyjna pogoda.

Chciałam zrobić frajdę Amelce i zrobiłam jej małe domowe zoo :) sukces, nawet dwa wieczory się tym bawiła :) chcę jej jeszcze zrobić domek dla kilku jej smerfów. Ale na razie ciiii … to ma być niespodzianka …. ;)

IMG_3300

Zmęczona jestem, zdecydowanie przemęczona ….. ratunku !!!!

Piąteczka

w1

Wiktorek dzisiaj kończy pięć miesięcy. Ale ten czas umknął nawet nie wiem kiedy. Zawsze myślałam, że tylko czyjeś dzieciaki szybko rosną, ale okazuje się, że mój syn też rośnie jak na drożdżach …

Jeszcze tak niedawno siedział w brzuszku, a teraz już kawał chłopaka :) Robi postępy z dnia na dzień. Od kilku dni „zajada” i smakuje swoich paluchów u stóp ;) Kurczę a tak niedawno Amelka robiła takie akrobacje a już teraz taka dziewczyna duża … Toć to szok ;)

wikt

Wczoraj zakupiliśmy mu smoczek do butelki, będziemy go pomału dopajać … ale jak na razie nie wie za bardzo co z tą butelką robić, także smoczek traktuje na razie jak gryzaczek.

IMG_3274

A teraz leżą te moje dzieciaki koło mnie na łóżku i śmieją się rozkosznie. Znaleźli sobie zabawę, która obojgu odpowiada. Wiktor wkłada Amelce swoje paluchy do buzi, Ona udaje, że mu je odgryza … i mają ubaw pa pachy … Mała rzecz a cieszy :) Zżyły się te moje dzieciaki ze sobą :) aż miło patrzeć, chciałabym by zawsze tak było, by się kochały najmocniej na świecie, by sobie pomagały, by się wspierały … zawsze mogły na siebie liczyć. Przecież kiedyś, gdy już nas zabraknie będą mieli tylko siebie …

A dzisiaj kolejny raz dowiodłam sobie, że w tym chorym świecie liczą się układy i znajomości. Układy, układziki, … im więcej znasz osób wpływowych znasz tym w życiu lżej … chore to wszystko

Amelka otrzymała dziś słowną uwagę od wychowawczyni. Podobno źle się zachowywała podczas uroczystego apelu. Zniosła to oczywiście źle. Był płacz i rozżalenie tak wielki, że Mała chciała nawet szkołę zmienić… no ale liczę, że obędzie się bez tego ;)  oj, w takich chwilach czuję swoją porażkę wychowawczą. Staram się jak mogę popełniać jak najmniej błędów, jednak nie zawsze się to udaje. Ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi … mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej ;)

Swoją drogą coraz częściej udaje mi się dostrzegać, że dzieciom sześcioletnim w tej pierwszej klasie jest ciężko. Nie pod względem intelektualnym, bo radzą sobie świetnie z przyswajaniem wiedzy i chętnie poznają nowe rzeczy. Brakuje im ruchu, wyskakania się .. i nie jest to tylko moje zdanie i spostrzeżenie … czy jest to wina podejścia Pani do nowej sytuacji przed którą została postawiona, czy też wina  dzieci, że jest im trudno usiedzieć w ławce ? nie wiem … ale coraz więcej mam zastrzeżeń Czy trzeba zadziałać ? Wypowiedzieć się? Podzielić się tym, co się dostrzega i o czym dzieci mówią ? może warto ….

P.S.

Na obiadek Wiktorek jadł zupkę dyniową z ziemniaczkami. Po jakimś czasie odbiło mu się i zapachniało dynią.

Mama: Oooo Wiktorek … pachniesz jak nasza dynia na Halloween … kurczę Amelko, szkoda tylko, że nie świeci się tak ładnie jak nasz stwór ;)

Amelka: Szkoda …no  szkoda, że oddaliśmy naszego stwora dla Pana Boga ….

Wspomnę tylko w ramach wyjaśnienia, że nasz stworek dyniowy stał się przysmakiem dla babcinych kurek  :)

ajej …. chorowańsko

Jesteśmy chorzy całą gębą … wszyscy …. Mały Wiktorek jest na antybiotyku. Pomimo wtorkowej wizyty u lekarza NFZ , nie obyło się bez wizyty w prywatnym gabinecie. Dla mnie to jakiś koszmar. Ciągle ciągamy dzieciaki po prywatnych gabinetach, bo na NFZ albo nie można się dostać, albo nie ma „normalnych” lekarzy …. wrrrr … zła jestem na całą tę naszą Służbę Zdrowia, która po prostu stoi na głowie ,… szok … sama też w końcu poddałam się przeziębieniu, zasmarkana, zakichana przemierzam metry mieszkania z takim wysiłkiem, jak gdybym mieszkała w dwustu metrowej wilii ;) chyba w sumie powinnam się cieszyć ;)

W tym roku, Amelka zażyczyła sobie by wystrugać jej lampion z dyni … nie wiedziałam czy się zgodzić, czy promować ten świecki wdzierający się z wielką siłą zwyczaj Halloween … Zgodziłam się, jednak skupiliśmy się na właściwym znaczeniu Święta Zmarłych. Odwiedziliśmy groby naszych bliskich, były kwiaty i znicze …

A w przeddzień Święta Zmarłych do naszych drzwi zastukały Halloween’ owe ;) strachy. Mąż woła Amelkę by pokazać przebierańców. Dzieci mówią „Psikus albo cukierek ” Na co mąż bardzo szybko odpowiada „No dobra, to dajcie cukierka” :) Dzieciaki były trochę zmieszane nie wiedząc jak wyjść z sytuacji :)

IMG_2706 jk