Szkolne dylematy

Ostatnio miałam do czynienia z mega dziwną ( jak dla mnie) sytuacją Sytuacja nie dotyczyła mnie bezpośrednio, ale działa się w klasie mojej Amelki.

Wiadomo, dzieci mają to do siebie, że przeważnie bywają szczere, otwarte, prawdomówne … co myślą powiedzą, bez owijania w bawełnę i zbędnego kręcenia, mącenia itp (oczywiście do pewnego czasu, ale chodzi o siedmiolatki więc jeszcze tak jest ) …. Dzieci mają również skłonność do koloryzowania, wyolbrzymiania itp. Dzieci jak to dzieci, pokłócą się nieraz, pobiją, powiedzą coś nie miłego …

Ale według mnie cała patologia sytuacji zaczyna mieć miejsce wówczas, gdy do sporów dzieci wkraczają rodzice. Ba … gdy rodzice atakują inne DZIECI w obronie swojego dziecka. A jeszcze gorsze jest, gdy matka, nie widzi wad swojego dziecka, ale wszystkie dookoła zauważy, skrytykuje, itd. itd.

Moim skromnym zdaniem to jest tak, że dzieci jak się pokłócą to i się pogodzą. A jeżeli do kłótni dochodzi nagminnie, nie umieją się porozumieć w żadnym temacie, to należy te dzieci najzwyczajniej w świecie odseparować od siebie ( w miarę możliwości)

Nie wyobrażam jednak siebie w sytuacji, gdy z powodu kłótni między dziećmi miałabym ruszać niebo i ziemię bo ktoś krzywo spojrzał, albo powiedział coś nie miłego …. no nie mówię tu oczywiście o jakiś na prawdę poważnych powodach, jakimś szykanowaniu, prześladowaniu, gnębieniu itp. Zwyczajnej kłótni siedmiolatek … wymianie zdań …

Może nie mam racji, ale z tego co obserwuję moje metody wychowawcze skutkują. Gdy Amelka mówi, że ktoś coś tam, od razu pytam jak Ona się zachowała, czy na pewno jest bez winy. Gdy sytuacja jest wstępnie wyjaśniona, ucinam mówiąc, by spróbowały się dogadać. Gdy po kilku dniach to nie pomaga, mówię, by nie zwracać uwagi, by omijać siebie, nie wchodzić sobie w drogę, …gdy to nie skutkuje, mówię by powiedziała rodzicowi tego dziecka o sytuacji …. i koniec … Jeżeli trzeba jest rozmowa tylko z rodzicem, każdy przedstawia swoje stanowisko ale zazwyczaj jest tak, że nie ma zwyczajnie problemu.

Ale żebym miała się kłócić … straszyć policją, kuratorium …. nie … przynajmniej na razie nie miałam takiej sytuacji. Wydaje mi się, że czasem trzeba pogodzić się z myślą, że nasze dziecko nie jest takie idealne za jakie je uważamy. Że czasem i to nasze dziecko może być winne …. Może czasem warto przyjrzeć się swojemu dziecku, zamiast doszukiwać się wad u innych ….

…..

Książe …

Jesteśmy z córką w łazience … i tak czesze córę, suszę włosy, modeluję. Z racji tego, że Amelka nie znosi się czesać próbuję ją zagadywać.

Zaczynam rozmowę na temat, kim będę jak będę dorosła. Opowiadam, że ja to chciałam być tym i tym, że pracując w tym i tym zawodzie można się spełniać, rozwijać, poznawać coś nowego itp. ….  na co Amelka odpowiada ja to będę „Śpiącą królewną”

Pomyślałam sobie, że jednak jeszcze jest nie gotowa na taką poważną rozmowę, którą zaczęłam, że powinnam jakoś jednak inaczej zacząć … ale z cierpliwością i wielką ciekawością dopytuję, jak zamierza żyć, za co kupować jedzenie, ubrania itd … Na co uzyskuję baaardzo spokojną odpowiedź:

„Nie zamierzam pracować. Książę będzie na mnie pracował, zarabiał pieniądze. Ja będę tylko leżała”

Nie no kurczę pomyślałam, że jednak źle wychowuje swoją córkę, a gdzie sie podziały te wszystkie wartości które jej wpajałam …. zaczęłam więc tłumaczyć, że w prawdziwym dorosłym świecie jednak nie będzie tak łatwo …. na co szybko Amelka zareagowała, tym samym ucinając matczyne wywody ..

” No przecież mówię, że będę Śpiącą królewną, nie będę pracowała, bo jak ??? na śpiąco ??? …. pffff …”

i poszła ….

:)

a ja po dziś dzień, nie wiem jak mam to rozumieć ;) zobaczymy za kilka lat ;)

odrabiamy lekcje

Amelka od poniedziałku chora … gorączka ponad 39 stopni. Lekarz ją osłuchał i stwierdził, że czystko na oskrzelach i płucach … ale niech siedzi w domku … także od wczoraj nie chodzi do szkoły …

Aby nie mieć wielkich zaległości odrabiałyśmy dzisiaj to, co dzieci przerabiały w szkole .

Amelka ma za zadanie wymyślić zadanie z matematyki na dodawanie. Na ilustracji dwa konie, obok nich wiaderka z napisem przy jednym 10 kg, przy drugim 2 kg. Poniżej treśc wymyślonego zadania ….

„Jeden duży koń zjadł 10 kg owsa, mały zjadł dwa kg. Ile kilogramów zjadły razem ? odp: Zjadły razem 12 kilogramów owsany ” :)

Wybuchłam śmiechem, a Ona na to że no co … przecież w Kościele tez się śpiewa „owsana, owsana, owsana na wysokości ” :)

Padłam … a taka z niej miłośnicza wsi i zwierząt gospodarskich …

Uwaga ;) Zakupy second hand

Czyli tym razem o zakupach z drugiej ręki ;) w lumpeksach, szmatejladnach, grzebaczu, ciucholandzie ;) nazw wiele a miejsce jedno ;) sklepy z używaną odzieżą …

No właśnie i co Wy o takich miejscach sądzicie ? Powiem Wam szczerze, z ręką na sercu, bez bicia i torturowania, że ja robię tam zakupy … ba ! Czasem jestem nawet mega zadowolona ! Dlaczego? A no dlatego, że cena niska, że można wygrzebać jakieś fajne perełki, o które u nas ciężko, a jeżeli już coś w sklepach jest, to: albo się po praniu rozlezie, kolor spłowieje, albo piekielnie drogie czyli nie na kieszeń zwykłego Kowalskiego ;) Czasem uda się coś znaleźć z metką albo praktycznie nowe ….

Ale spotkałam się ostatnio w necie z wieloma komentarzami, że jak tak można, że brud, że śmierdzą, a że nie wiadomo kto nosił, nie wiadomo ile łap to dotykało, a fuuu i takie tam … wszystkie w każdym razie raczej wszystkie nie miłe …

Ale mi się wydaje, że czas, kiedy to wchodząc do lumpeksiaka odrzucało zapachem przy samym wejściu już minął (no na pewno zdarzają się jakieś wyjątki) ale teraz w przeważającej mierze w sklepach tych ubrania są poprasowane, wiszą na wieszakach, posegregowane: tu dzieci, tam Panie, osobno Panowie – każda rzecz ma swoją cenę, na spodniach przypięta karteczka z wymiarami … Prawie niczym nie różni się od sklepu z odzieżą nową …. no nie posiadają metki ;)

Ja w swoim mieście mam swoje ulubione trzy sklepiki ;) które odwiedzam i w których kupuję ubrania. Po zakupie je piorę, prasuję i wkładam do szafki i są moje ;)

Wiele też kobiet pisało, że wolą od np jednej osoby z netu kupić, bo przynajmniej wiadomo od kogo, kto nosił ;) no tak .. ale czasem bywa tak, że ta osoba wcześniej właśnie ubrania zakupiła w takim lumpekasiaku i teraz sprzedaje jako swoje, albo „tylko po jednym dziecku” … i to jest niby bardziej higieniczne … ok Jeżeli ktoś tak uważa, ma do tego prawo. Ja osobiście tego nie neguję, nie komentuję, nie potępiam ….

A czasem widząc kolejki już na godzinę przed otwarciem takiego sklepu i gdzie w cale nie stoją najubożsi mieszkańcy mojego miasta … zastanawiam się czy jedna Pani z drugą u siebie w biurze przyznają się skąd mają nową torebkę, pasek czy markową odzież ;)

W każdym razie, zmierzając już do zakończenia wątku … myślę, że każdy ma prawo robic zakupy gdzie chce … nie potępiajmy, nie komentujmy głupkowato. Jeżeli ktoś ma ochotę proszę bardzo: niech kupuje na bazarkach, sieciówkach, marketach itp itd  ;)

Udanych zakupów

Pierwszy raz Wiktorka

Dzisiaj nasz Wiktorek miał po raz pierwszy przygodę z fryzjerem. Siedział grzecznie i chyba mu się nawet podobało …

tak, wiem … słyszałam o tym, że nie ścina się włosków do roczku … ale naszemu malcowi wyraźnie przeszkadzały długie pejsiki. Także nie wahaliśmy się tylko postanowiliśmy pomóc naszemu dziecku by czuł się komfortowo ;)

Przy okazji Amelka także zmieniła fryzurkę, Z racji tego, że ma cieniutkie, mizerne włoski zdecydowała się skrócić długość i wygląda zdecydowanie lepiej :)

Dzieci zadowolone – tym bardziej ja ;)

am w wiktoePo strzyżeniu znikły czarne włoski synusia i chyba zmieni się w blondaska ;)

Łazik i nie tylko o tym

wiktorek

Łazik – czyli nasz Wiktorek ;) odkąd odkrył, że można przemieszczać się za pomocą rąk i nóg jednocześnie jest go pełno wszędzie … Staje się coraz odważniejszy w poznawaniu świata (no na razie pokoju) ale wypuszcza się już w małe podróże do przedpokoju, pod stół i dzisiaj już próbował wleźć do kuchni ;) A jeszcze nie dawno zastanawiałam się jak to będzie, a teraz myślę o zamontowaniu jakiś bramek ;)

Po zakupieniu mieszkania, wyrzuciliśmy wszystkie drzwi, ale chyba będzie trzeba pomyśleć o jakimś zabezpieczeniu pokoju Amelki, w którym pełno małych zabaweczek i tym podobnych pierdółek ;) A jak wiadomo o nieszczęście nie trudno.

Wspominałam również o chorobie naszego szkraba. Wczoraj stwierdziłam, że zaliczyliśmy chorobowe koło. Na nowo wróciły gile pod nosem i wszystkie objawy, z którymi poszliśmy do lekarza tydzień temu :( Dzisiaj mieliśmy kolejną wizytę. Otrzymaliśmy leki na inhalacji …. i aż trudno uwierzyć, że po pierwszym podaniu mały w końcu przestał kaszleć …. mam nadzieję, że to zapowiedz czegoś dobrego ;) i że może w końcu uda nam się go zaszczepić (wspomnę że powinniśmy być zaszczepieni w październiku)

Amelka – nasza pociecha ;) bierze udział w konkursie recytatorskim ;) chce wystąpić z bardzo zabawnym wierszykiem „Pani Mucha”. Świetny wiersz i Amelka bardzo fajnie go recytuje ;)

Małżonek – ostatnio dopadło go choróbsko. Został odseparowany delikatnie od reszty. Wraca do zdrowia, także kto wie …. może uda nam się zrealizować nasze plany, czyli wyjazd do naszych sympatycznych znajomych na wieś …

Aneta – Matka to musi się trzymać. Jak to mawia mój małżon „nie możesz chorować, bo kto sie będzie nami opiekował” Także trzymam sie a jakże ;) nie jest źle …

IMG_4264 kj wikt

Dziewiątka

1

Wiktorek dziewięcio miesięczniakiem stanie się jutro.

Posiada 4 zębale, którymi wie jak ugryźć tak, by bolało. Śmieje się prawie bez przerwy. Waży ponad 10 kg, ma ponad 72 cm wzrostu, samodzielnie siada, wstaje trzymając się czegoś, coś tam gaworzy raz głośniej, raz ciszej …. bryka, fika po łóżku tak, że nie ma możliwości pozostawienia go samego. A dzisiaj zrobił swoje pierwsze czworacze kroki :) w końcu ruszył do przodu. Dotąd kręcił się pełzając, ślizgając sie na brzuszku a dziś odkrył, że można inaczej :) Zajada chętnie, chociaż jak czegoś nie chce to nie ma mowy wepchnięcia mu tego na siłę … Mleczko pije około 5 – 6 razy na dobę … budzi się w nocy, ale praktycznie przez sen wypija mleko i śpi dalej. Zdarza się, że zasypia samodzielnie …

2

Ponadto uwielbia szaleństwa, byc w centrum uwagi no i oczywiście towarzystwo u swego boku …

Teraz przechodzimy falę chorób. Mały na antybiotyku. Chyba pierwszy raz tak poważnie go wzięło, miał taka chrypkę, że nie mógł płakać … ale wracamy do siebie.

Wiosno przybywaj :)

3