O tym jak to jest Mamą być … ;)

Matka jest rodzicielką dwójki małych urwisów. Jedno urwisiątko – płci żeńskiej, jest już całkiem sporawe jak na siedmiolatkę przystało. Drugie – płci męskiej, nieco mniejsze, za kilka dni będzie miało roczek, jednakże jak na swój wiek całkiem niezłe osiąga parametry ;)

Będąc w ciąży z latoroślą starszą planowałam jak to będzie, rozmyślałam jaką to będę matką. Z pewnością twardą, nieugiętą, krótko trzymającą swoje dziecko, by nie było kapryśne itp. Gładząc się po swoim wielkim brzuchu wiedziałam, że będzie pięknie … po prostu niczym rozdział w pięknej baśni.

Czas jednak szybko pokazał, że jednak nie będzie tak różowo. Amelka miała kolki, swoje nastroje, nie lubiła się przytulać ani głaskania. Nie chciała ssać piesi … A ja starłam się sprostać wymaganiom, które narzucałam sobie sama. Dziecko musiało mieć swój harmonogram dnia, punkt po punkcie wszystko zaplanowane …. z dokładnością zadania wykonane. Nie lubiła noszenia na rękach – wolała bujanie na kolanach. Nie umiałam robić tego z taką precyzją jak robił to mój mąż – mała od razu wyczuwała próbę podstępu i za wszelką cene starała się udowodnić kto jest górą ;) i zwycięzcą w tej nierównej potyczce ;)

Chodziłam zmęczona, wszystko po to by być idealną matką, wszystko tak jak piszą w gazetach, poradnikach itp. Dziecko w dzień usnęło, więc ja prasowałam, zmywałam, prałam, szorowałam dywany, kanapy … wszystko by było idealnie czyste … bo przecież małe dziecko w domu. Zabawki wyparzane raz w tygodniu ….. i cała inna masa rzeczy.

Przy drugim dziecku, a że miałam czas na rozmyślanie, kalkulowanie co było dobre a co złe – w końcu między jednym, a drugim dzieckiem jest sześc lat różnicy … do macierzyństwa ponownego podeszłam zupełnie z innej strony. Zaczęłam od wyrzucenia wszystkich poradników :) starałam się wsłuchać całkowicie w soje dziecko i w sumie w samą siebie. Nie było planowania, patrzenia na zegarek, że czas drzemki, czas karmienia, czas kąpieli, odwiedzin, spacerku …. wszystko działo się samo ;) Gdy synek w dzień zasnął kładłam się obok, by odpocząć – zaczerpnąć oddechu … w nocy mały nie mógł spać w łóżeczku – to brałam go do naszego łóżka i spał z nami. Słyszałam „zobaczysz, że się przyzwyczai, siłą go z waszego łóżka nie wypędzisz” Myślałam i mówiłam wówczas, ” nawet gdyby miał spać z nami do swojej 18-nastki to niech śpi. Ja chcę być wyspana i pełna energii do działania dziś czy jutro”

Bycie mamą w tych dwóch przypadkach rozpoczynało się zupełnie inaczej. Niczego jednak nie żałuję. Chyba, jak to w życiu trzeba na swojej skórze wszystkiego doświadczyć. Nauczyć się żyć po swojemu, stworzyć swój własny mały świat i w nim trwać ;)

Dzisiaj staram się być Mamą a nie Matką ;) kocham swoje dzieciaki najmocniej na świecie. Widzę jak oboje są zupełni różni. Jak ogień i woda. Wiem, zdaję sobie sprawę ze swoich rodzicielskich porażek, swoich wad … niedociągnięć jako matki. Ale podziwiam swoje dzieci, wiadomo Wiktorek jest malutki, okaże się za te kilka lat jaki ancymonek z niego będzie. Amelka- silna, stanowcza, jednakże wrażliwa i współczująca. Opiekuńcza i bardzo samodzielna jak na swój wiek. Rozważna i szalona.

Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć …  może nie jestem idealna, może nie wszystko w życiu wychodzi mi tak jak bym sobie tego życzyła, jednak gdy patrze w te niebieskie oczęta moich dzieci wiem, że kryje się w nich kawałek nieba….. mój prywatny kawałek nieba ;) A One same są darem ;) Czymś najpiękniejszym, czego człowiek może sobie zapragnąć … Dzisiaj wiem, że nic mnie w życiu piękniejszego spotkac nie mogło … dziękuję ;) że jestem Mamą … Pięknie jest być Mamą  … ;)

Mama …

„Ona jedna dostrzegała w durnym świecie tym jakiś ład! własną piersią dokarmiała, oczy mlekiem zalewała… Wychowała jak umiała a gdy wyjrzał już człek na świat , wziął swój los w ręce dwie, i nie w głowie mu było że…

(…)
I ze szczęścia ogłupiały, nawet się nie obejrzy jak w becie już ktoś się drze, komu nawet nie w głowie że:
…Nie ma jak u mamy ciepły piec cichy kąt ! Nie ma jak u mamy kto nie wierzy robi błąd! Nie ma jak u mamy cichy kąt ciepły piec! Nie ma jak u mamy kto nie wierzy jego rzecz! …”
Słowa tej piosenki im jestem starsza, tym większej nabierają głębi, sensu i znaczenia … Ilekroć jej słucham w oku kręci się łza, a wspomnieniami sięgam do swojego rodzinnego domu i do Mamy. Jedynej tak bliskiej mi na świecie osoby, która doskonale odgaduje mój nastrój przez telefon, wie kiedy coś boli – kiedy cierpi ciało, a kiedy dusza. Której dłoń jest zawsze ciepła, a dotyk taki niezwykły …. Wiele zawdzięczam swojej Mamie – powie pewnie tak większość dzieci o swojej rodzicielce … cieszę się, że ją mam i Kocham taką jaka jest :) z wadami, uporem, brakiem konsekwencji ….
Maj – jest miesiącem dla mnie jakimś takim wyjątkowym … kwitną moje ukochane bzy ;) wszystko budzi się do życia …. dzień Matki ;) Od razu pamięcią sięgam wspomnieniami do mojego rodzinnego domu na wsi ;) wszędzie kwitły i pachniały bzy. Za lasem, w ruinach po starym domu kwitły narcyzy, które zawsze zrywaliśmy Mamie. Przy wjeździe na podwórko kwitł jaśmin, którego zapach czuję po dziś dzień ;) Po prawej stronie przy wjeździe przepiękne bocianie gniazdo …. i latem bociany przesiadujące na dachach budynków … przy drodze kamienie, które latem nagrzewane promieniami słońca służyły nam jako ławeczki – przesiadywaliśmy na nich godzinami. Jeszcze, gdy żyli moi dziadkowie siadaliśmy tam wszyscy i rozmawialiśmy – było zawsze o czym ;) A gdy bywało smutno, służyły jako ściany płaczu ;)  – gdyby dzisiaj przemówiły opowiedziałyby niejedną historię …. ;) Za domem w dole, obok śliwek zrobiona była wędzarnia, obok niej stary pień po dębie – podczas wędzenia mięsa służył nam za stół. Braliśmy bochenek chleba, kawał ciepłego świeżo uwędzonego mięsa z wędzarni i zajadaliśmy. Nikt nie wydzielał, nikt nie żałował … leżeliśmy jak te bąki na trawie … tacy beztroscy i szczęśliwi ;)
Sama moja Mama od razu kojarzy mi się z jabłecznikiem :) łazankami z makiem, bułeczkami drożdżowymi …. kiedy zamykam oczy widzę ją w pomarańczowej chuście na głowie z wiaderkiem idącą doić krowę ;) śmieszne co …. ;) ale lubiłam to :) zawsze z młodszym bratem jej towarzyszyliśmy …. Mama doiła krowę a my siedzieliśmy jak te koty obok i czekaliśmy aż skończy ;) było ciepło, leżeliśmy na trawie …. Niebo było jakieś takie bardziej błękitne, trawa bardziej zielona, a życie takie kolorowe – skromne to nasze życie było – ale pełne dialogów, uśmiechu, spacerów, ….
Te lata wspominam najpiękniej ;) spacery z Mamą – rozmowy o wszystkim i o niczym, wygłupy, żarty …. maj .. bez i Mama – która siedzi przy stole kroi własnoręcznie robiony makaron. Mama pachnąca naleśnikami … plackami z jabłkiem …..
Oj by chociaż na chwileczkę móc wrócić „do domu” ;)
12
 
 
 
 
 

Coraz bliżej … 11

Został już tylko miesiąc do pierwszych urodzin Wiktorka. Aż ciężko uwierzyć, że to prawie rok kiedy ten szkrab zmienił nasze życie ;)

Waży ponad 11 kg (może bliżej 12) mierzy ponad 80 cm. Ubranka najlepiej pasują na 86cm, chociaż bywają w garderobie malucha i na 92.

Uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Uśmiecha się do wszystkich, nie ważne czy kogoś zna czy nie … Robi rozkoszne minki marszcząc nosek i śmiejąc się od ucha do ucha. Bije brawo, zaczął od kilku dni grozić paluszkiem, oznajmiając, że czegoś nie wolno :) Naśladuje kaszlące osoby. A od kilku dni zaczyna chodzić bez „trzymanki” stawia swoje pierwsze samodzielne kroczki, a kiedy upadnie śmieje się aż miło.

Uczy się walczyć o swoje, potrafi krzyknąć aż w uszach piszczy przez godzinę.

Podczas kąpieli zaczął w końcu pluskać aż miło ;) woda chlapie po oczach, im większe pluski tym większa radość ;)

Z jedzeniem nie było problemu, jednakże ostatnio cięzko mu usiedzieć w miejscu. Stanowczo odmawia pokarmów słodkich, jest raczej mięsożerny ;) lubi ziemniaczki z sosem, gotowaną marchewkę, buraczki.  Potrawy na słodko powodują odruchy wymiotne. Nie toleruje żadnych soków – jedynie woda. Mleko w nocy dwa razy w porywach do trzech. W ciągu dnia trzy razy. Przerwa nocna nie zachowana …. W buziolku widoczne 8 ząbków, po zachowaniu twierdzę, że kolejne w drodze ;) Pieluchy rozmiar 4 ;)

IMG_5277

Wczasowo – majowo ;)

początek maja minął jak z bicza trzasł. Pojechaliśmy sobie nad nasze morze ;) Taka rodzinna wycieczka. Połączona z komunią naszej chrześniaczki

A więc w piątek ruszyliśmy w poszukiwaniu przygód. Zwiedziliśmy, odpoczęliśmy, wybawiliśmy się

W drodze powrotnej zajechaliśmy do Elbląga do miejsca rodzinnej rozrywki, co okazało się najlepszą atrakcją

Wróciliśmy z naładowanymi akumulatorami ;)

Amelka dzisiaj bierze udział w konkursie na piosenkę religijną ;) także ciekawa jestem rezultatów jej pracy

Wiktorek, który bardzo dzielnie zniósł podróż nad morze zrobił wczoraj swój pierwszy samodzielny kroczek :) a dzisiaj miał frajdę z próby samodzielnego chodzenia.

1 IMG_4862 IMG_4888 IMG_4900 IMG_5013 IMG_5019 IMG_5158