Kręci się – i to jak

Zawirowanie – tak jednym słowem można nazwać to wszystko co się dookoła nas dzieje – ba – w moim przypadku jest to bardzo dosłowne stwierdzenie.

Bardzo boleśnie odczuwam pochorobowe następstwa. Ból, zawroty są nie do zniesienia. Moim marzeniem jest, by rano wstać ogarnąć to, co jest do ogarnięcia, ugotować obiad, wyjść z dzieckiem na spacer, zrobić zakupy, odebrać starsze dziecko ze szkoły … nie mam na to sił ;( Niegdyś takie czynności były normą, a teraz stały się marzeniem – szoook !!!

Wszystko toczy się dookoła mnie ;( nie lubię tego. Kurczę, w końcu po to nie jestem  czynna  zawodowo, by zająć się domem i dziećmi … a teraz w tej całej niedyspozycji czuję mega dyskomfort.

A co poza tym ? duuużo :) taki zamęt dookoła, tyle się dzieje :) Jutro urodziny mojej Mamy, mąż już zamówił tort, w sobotę jedziemy zaśpiewać sto lat ;)

Dzieci na szczęście zdrowe, rosną jak na drożdżach. Młody jest po prostu genialny :) Psoci, krzyczy, biega … kiedy sie zwróci  mu uwagę unosi wzrok ku górze i udaje jakby to jego nie dotyczyło :) mina bezcenna. Na nowo przywiązuje się „ścisło” do mnie. Tata też jest fajny, szczególnie miłe chwile przy wspólnie oglądanych filmikach o traktorach. A nowo zakupiona książka również o Traktorach napisana w cale nie w stylu dla dzieci – najlepszy prezent ostatnich dni …. Tak bo Tatuś na ogół jest od prezentów i bezstresowego wychowania :)

Sytuacja wieczorna: Amelka ubrana w buciki na lekkim obcasie i tunikę bawi się w modelkę spacerując po pokoju niczym po wybiegu. Nagle postanowiła zmienić kreację więc rękawy tuniki wylądowały pod paszkami zamieniając się w sukienkę :) Ojciec zauważając, że dekolt  tuniki bardzo przekracza swoje granice wytrzymałości pyta: – „A Ci co?” – mając oczywiście na myśli fakt, iż tunika ulega zniszczeniu. Na co Amelka ze stoickim spokojem odpowiada -”Dla mnie? Lego Friends” myśląc, że Tatuś pyta ją o prezent jaki chciałaby dostać :) Padłam :)

Ogólnie rzecz biorąc w naszym domu bywa wesoło :)

no no Matko Wariatko!!! – jestem już :)

Oj Matko Wariatka gdzieś Ty była jak Cię nie było ?????

Otóż, nawet nie wiem od czego zacząć, a więc chyba najłatwiej będzie jak zacznę po kolei :)

Nie, nie złapałam żadnego pourodzinowego doła, nie wpadłam w depresję ;) po prostu zwyczajnie baaardzo dużo sie ostatnimi czasy u nas w Rodzinkowie dzieje

We wrześniu córka miała pierwsze klasowe ognisko, pogoda dopisała oraz towarzystwo ;) We wrześniu również mieliśmy możliwość uczestniczenia w warsztatach i spędzenia czasu tylko WE DWOJE (czytaj bez dzieci) ;) było fajnie ;) Pierwszy raz dzieciaki pozostawione pod opieką mojej mamy … przeżyły i dzieci i mama i my ;)

Oczywiście między czasie działo się również sporo, Mężuś poczynił konkretne działania w swoich sprawach, o których nie wiem czy chciałby bym się tu oficjalnie dzieliła ze światem. Oczywiście dopadła i mnie choroba i wylądowałam na antybiotyku. „Zaliczyliśmy” weselicho córki naszych już wiele razy wcześniej wspominanych znajomych. Wesele można zaliczyć do udanych, aczkolwiek po weselu wylądowałam na dwa tygodnie w szpitalu ;(

Nie, nic mi nie zaszkodziło zwyczajnie dopadł mnie wirus, który spowodował zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych ;( niestety skutki nadal odczuwam). Mąż dzielnie ogarniał dzieciaków dom i wszystkie inne sprawy – a ja mogłam spokojnie poddać się urokowi szpitala oraz leczeniu  ;) Stęskniona za domem, mężem i dzieciakami odliczałam dni do wyjścia. Kiedy w końcu nadszedł tak wielce oczekiwany czas okazało się, że Wiktorek zwyczajnie „zapomniał”  o swojej matce :( w pierwszej chwili bał się, płakał – ale w końcu dał się oswoić ;)

Zadziwiające jest to,  jak takie małe dzieci szybko zapominają … Takie doświadczenia właśnie uczą, że trzeba doceniać każdym dzień, cieszyć się każdą najmniejszą chwilą …