Poczynania w szkole – czyli kto w klasie piszczy ;)

Amelia rozpoczęła przygodę w przedszkolu jako czterolatka, która dołączyła do grupy pięciolatków … rok ten uważam za zmarnowany – niestety. Nikt od niej nie wymagał, gdy nie miała ochoty pracować, to tego nie robiła …. Myślę, że gdyby jednak szła ze swoją grupą wiekową o wiele więcej by zyskała .. no ale trudno

Do pierwszej klasy poszła jako sześciolatka – tu już nie było wyboru – ktoś tak wymyślił a rodzice musieli przystać na te wolę – baaa toż nawet nikt nas o zdanie nie pytał … No ale w tym przypadku nie uważam tego jako zło czy niepowodzenie. Amelia bardzo szybko pojęła o co chodzi w zasadach … wiedzę także przyswaja w przyzwoity tempie ;)

Obecnie jako uczennica drugiej klasy wie bardzo dużo ;) czasem za dużo ;)

Dziecko jest samodzielne, zaradne, śmiałe i pewne siebie. Ma poczucie taktu. Jest odpowiedzialne za efekty swojej pracy. Wytrwałe w dążeniu do celu. Właściwie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Czasami nie radzi sobie z emocjami i uczuciami. Łatwo nawiązuje kontakty z rówieśnikami i zazwyczaj pozostaje z nimi w dobrych stosunkach. Zachowuje właściwą postawę podczas uroczystości szkolnych. Pisze w zeszycie płynnie, czytelnie, estetycznie i w dobrym tempie, prawidłowo rozmieszczając tekst na stronie. Potrafi samodzielnie ułożyć proste zdania poprawne pod względem stylistycznym i logicznym. Czytelnie, estetycznie i zazwyczaj poprawnie przepisuje wyrazy i zdania. Potrafi zapamiętać i zapisać tekst z pamięci. Zna i stosuje reguły ortograficzne. Rozpoznaje rzeczowniki i czasowniki. Rozpoznaje zdania oznajmujące, pytające i rozkazujące. Potrafi określić liczbę pojedynczą i mnogą wyrazu. Zna alfabet i układa wyrazy w kolejności alfabetycznej. Mnoży, dodaje, odejmuje bez problemu ….

jestem dumna z niej i z pracy, którą wykonała w ciągu tych dwóch lat  … i chociaż czasem się złoszczę … czasem nawet mam wrażenie, że ponoszę klęskę wychowawczą – staram się być i służyc pomocą ….

Nie żałuję, że odebrano jej ten jeden rok z dzieciństwa, bo wydaje mi się że zyskała więcej niż straciła. Przeciez nadal jest dzieckiem, ma może mniej wolnego czasu, ale staram sie jej nie obarczać dodatkowymi zajęciami -:) mam nadzieję że będzie juz tylko lepiej i lepiej

A od piątku moi podróżnicy ( CZYTAJ mĄŻ I CÓRKA) przebywają u znajomych :) powędrowali pociągiem :) była to pierwsza taka długa podróż naszej Amelki nie samochodem :) zadowolenie jest … będzie miała co opowiadać ;)

A tymczasem z Wiktorem czekamy na ich powrót, szczególnie że mają przywieźć nowych członków naszej rodziny :) ale o tym już następnym razem ;)

Z Nowym Rokiem

Dzisiaj mija 22 dzień Nowego Roku, a tyle sie dzieje … chciałoby się powiedzieć, że wszystko jest pięknie kolorowo i tak jak się by chciało … niestety

Wczoraj, gdy totalnie już przybiły mnie kolejne niepowodzenia, mąż stwierdził, że przecież zawsze spadamy na cztery łapy ;) no takkk tylko za każdym razem bolą kolana ;) Jestem załamana :( nie mam sił … wszystko jest nie tak jak mieliśmy to w planach

Na szczęście dzieciaki zdrowe ( w miarę), teraz dwa tygodnie ferie także pobędziemy wszyscy razem …. albo i nie :( normalnie wysiadam

Pogoda za oknem sprzyja do szaleństw na śniegu … Amelka nawet już kilka razy skorzystała z górek nieopodal naszego bloku ;) Wiktorkowi jazda na sankach też się podoba … najchętniej siedziałby na kolanach siostry ;)

Smutna, załamana – jednak z nadzieją spoglądam w przyszłość … wierzę że się uda jakoś wszystko poukładać i ogarnąć …

do przodu Matka – dasz radę ;) … czy  oby na pewno ? nie wiem

Aż trudno uwierzyć

Jestem, jestem …. aż sama miałam zdziwioną minę widząc ostatni umieszczony wpis …. to było tak dawno ….

W natłoku spraw i wydarzeń nie miałam ani sił ani motywacji …

Nowy Rok przyszedł szybciej niż się spodziewałam ;) wydarzenia dnia codziennego przyćmiły całą magię tej nocy ….

Chorujemy pełną parą … wszyscy ;0

dzieci naprzemiennie zasmarkane, zakaszlane. Ja po przebytej chorobie nie mogę dojść do siebie. Mąż przed świętami miał wypadek samochodowy i wylądował w szpitalu …. Nie było go z nami przy wigilijnym stole ani podczas świąt ….

to były jedne z najtrudniejszych świąt. Nie chciało się nic, nie było ekscytacji przygotowaniami, szału zakupowego, …. dosłownie nic … gdyby nie dzieciaki nie ubierałabym nawet choinki …. Amelka bardzo źle zniosła całe to wydarzenie … przyjęła taktykę agresywną – tzn buntowała się, złościła … nawet przy stale wigilijnym kręciła nosem … nie było radości z prezentów …. Dopiero gdy Tata wrócił a w domu urządziliśmy świąteczną kolację z karpiem w roli głównej zauwazyłam w jej oku błysk ;)

Końcówka roku była ciężka i trudna ale pokazała nam jak wielkie mamy w życiu jednak szczęście …. los nas doświadcza i jak na razie  okazuje się łaskawie ….

Życzę więc wszystkim odwiedzającym mój mały świat, aby z pokorą szli przez życie i umieli się cieszyć każdą chwilą …. tego równiez życze sobie – cieszmy się tym co mamy, doceniajmy każdą chwilę która trwa. Nigdy nie waidomo czy nie będzie ona tą ostatnią ….