misz masz przedświąteczny :)

O rety rety ….coraz bliżej święta ..a u nas cóż …nie ma zamieszania, mycia okien, wywracania szaf, szafeczek … szorowania, pastowania, polerowania …. zerooo :)

Czyżby świąt miało nie być ??? – będą :) chyba będą

Remont trwa w najlepsze, czy są postępy – otóż są :) mamy wspaniałe wymarzone drzwi (sztuk cztery na razie) mamy płytki w kuchni, także niebawem będzie można mówić o zakończeniu drugiego pomieszczenia :) nie licząc braku mebli i wykończenia ścian :) Pierwszym jest moja spiżarnia, mojaaa ! zimna jak na razie w pełnym rozgardiaszu ale jest :)

Moi bracia, którzy zjechali do Polski dzielnie działają i mają działać (oby nie wszyscy na raz :) ) Troszkę zaangażował się szwagierek i tak po mału baaardzo po mału ale do przodu :)

Magii świąt nie czuć jak na razie, chociaż prezenty pokupowane porozrzucane gdzieś w pomieszczeniu gospodarczym :) Mam nadzieję, że choinka się pojawi i stół i kanapa :) chociaż tyle :)

Dużo pracy przed nami … akumulatory rozładowane jakoś :( za dużo chyba wszystkiego

ale nie żałuję

Doczekałam się :)

„Przecież o to właśnie w życiu chodzi. Nie o wakacje, kolacje w knajpach i pragnienie posiadania więcej rzeczy, ale o to, by napić się razem herbaty i przytulić po długim dniu. Chodzi o wybaczanie i zapominanie, ulgowe traktowanie. A także o uczciwość, prawdę i zaufanie, o stworzenie bezpiecznego, ciepłego schronienia dla tych, których się kocha”

Świętujemy …. Świętujemy Odzyskanie Niepodległości ale mamy też nasze małe święto :)

 Dzisiaj, prawie po trzech miesiącach udało nam się wprowadzić do naszego domku :)

naszego upragnionego, wymarzonego domu :) I w cale mnie nie przeraża to, że w sumie mamy stan surowy zamknięty … że jeszcze wiele pracy przed nami, w serduszku mym maluje się radość i nadzieja :) dobrze jest

Wiktorek jakoś wydaje się ciężko odnajduje, jakby nie do końca rozumiał co się dzieje … myślę, że tylko kwestia przyzwyczajenia …. Ale mam nadzieję, nastanie teraz już taki ład i spokój …. sytuacja się ustabilizuje …. wrócą zasady i wymagania

Bo przecież poradzimy sobie jakoś ….

Jesień ach to TYYYY yyy :)

Zimno, szaro i deszczowo – jednym słowem sezon jesienny w pełni. Szkoda mi tylko naszej złotej jesieni … jakoś w tym roku wszystko umyka przez palce. Lato przeminęło nie wiadomo kiedy, nie dostrzegłam jesiennych kolorowych liści. Wszystko przykryte deszczową pogodą i głowa zaprzątnięta zupełnie czym innym.

Dużo u nas się dzieje, dużo i szybko …. Wiktorek bardzo mało mówi, Amelka w prost przeciwnie. Z mężem nie mamy czasu nawet na sprzeczki. Ale chociaż nasz dom zaczyna przybierać pożądane kształty. Prace trwają – mam czasem wrażenie że ostatkiem sił.

Zaczyna brakować nie tylko sił ale i funduszy. Dlatego z mężem robimy wszystko by jakoś podłatać domowy budżet. Kurczę ciężko … ciężko – ale będzie warto. Kiedyś w końcu usiądziemy z mężem na tarasie przed NASZYM domem, z kubkiem ciepłej kawy z mlekiem. Będziemy z dumą patrzeć na NASZE dzieci biegające po posesji. I może trochę pochylimy się pod ciężarem, jaki wzięliśmy na swoje barki … może dostrzeżemy więcej siwych włosów na skroni, a na twarzy wyraźniej zarysują się trudy ostatnich miesięcy. Jednak malować się będzie szczęście a blask w oku sprawi, że wszystko nabierze większej głębi.

Wierzę w to, a wiara czyni cuda :)

I kto wie co przyniesie jutro …..

dwa kroki do przodu jeden w tył :)

Prace remontowe posuwają się, może małymi kroczkami ale jednak :)

Problemy nie opuszczają, ale jak to mawiają, gdy ciągle masz wrażenie że idziesz pod górkę i górkę, znakiem tego, że już niebawem będziesz na szczycie :) Także jestem dobrej myśli.

Na rozwiązanie problemu z Nieuczciwym Agentem od Nieruchomości pojawiają się małe szanse, takie maleńkie jasne światełko. Pani adwokat trzyma nad nami pieczę :) Ja to bym się poddała, już kilka razy siedziałam z płaczem i mówiłam, że to już koniec już nie dam rady, …. jednak ten mój Pan Mąż, któremu w cale nie jest lżej brał mnie za rękę i mówił, że nie wolno się poddawać, trzeba walczyć o swoje ….

Ostatnio tak się zastanawiałam czy to wszystko ma jakiś sens …. czy oby na pewno to jest ta droga właściwa, którą mamy iść …. chociaż wiatr w oczy i zima za pasem – myślę że chyba damy radę … Mówi się, że człowiekowi pieniądze szczęścia nie dają, jednak gdybyśmy teraz mieli chociaż mały zastrzyk gotówki, to nie byłoby tak źle ….

Kurczę jak to człowiek jednak jest ograniczony finansowo. Wszystko jakoś tak sprowadza się do tego pieniązka, a czasem do jego braku :)

W Rodzinkowie bywa ostatnio nerwowo … dzieci mam nadzieję, że kiedyś nam wybaczą to całe zamieszanie, które stworzyliśmy im … robiąc to oczywiście ku tak zwanemu naszemu wspólnemu dobru :)

Amelka w szkole radzi sobie nadzwyczaj dobrze, Wiktorek mały rozrabiaka, indywidualista i dyktator :) Mało mówi, nadrabia za to gestykulując… mały zasób słownictwa, ale zauważymy : „Mamo, Tato, Babo, Dziadu, Eja – (Amelia), ammm, ” naśladuje odgłosy zwierzątek,  A dzisiaj tłumaczył Babci jak to trzeba z podłogą zrobić: najpierw „papa” potem „fifi” czyli folia „taaa” czyli styropian no i na koniec znowu „fifi” :) BUDOWLANIEC chyba się szykuje :)

Zawirowanie

Stało się …. nasze marzenia w końcu się spełniły. Oficjalnie jesteśmy właścicielami posiadłości na Mazurach jednakze teraz zastanawiam sie czy ta nasza realizacja na pewno była dobrym pomysłem …. oczywiście problemów nie brakuje ani potu ani łez …. Ciężko jest …. Ale mamy siebie i staramy się walczyć z różnymi przeciwnościami losu … wiatr w oczy wieje jakby ciągle tylko pod górkę …. ręce opadają … bezradność – bezsilność …. Oby zobaczyć promyk nadziei. .. by znaleźć siły których tak bardzo teraz brakuje ….
Czasem tak sobie myślę czy osoba pisząca mój życiowy scenariusz to przypadkiem sobie nie zakupiła ze mnie …. wystawianie kogoś na wieczną próbę na prawdę nie jest dobre … odbiera to siły i nadzieję …. A teraz dodatkowo całkowicie straciłam wiarevw szczerość intencji ludzkich …. jak można bogaci się na krzywdzie ludzkiej …. przykre i prawdziwe niestety ….
Mam nadzieję ze uda nam się jakoś wybrnąć z problemów które na nas spadają …..
Jedno jest pewne …. dopóki starczy nam sił nie poddamy się …. ‚

Ręce pełne roboty

12 sierpnia sprzedaliśmy nasze mieszkanie. Mieszkanie, które było dziełem naszych rąk. :) Małe, ciasne ale własne … łza kręciła się w oku na myśl, że już nas tam nie będzie. … Nasze pierwsze mieszkanie, nasze życie po raz pierwszy we czwórkę … no ale nie ma co załamywać rąk …. przed nami nowa droga …

Praca nad udoskonalaniem naszego domku w pełni. W sumie jeszcze nie naszego, ponieważ akt notarialny nie podpisany … wspólnymi siłami próbujemy coś zrobić. Czasem rąk do pracy brakuje, ale pomimo jakiś chwilowych zawahań i zwątpień, idziemy do przodu .

Dzieci zdrowe, czasem marudne, czasem kapryśne, ale dają radę. Za chwilę Amelia do szkoły, ciekawa jestem jak to wszystko uda nam się ogarnąć ….

Zmiany …. zmiany ….. i jeszcze raz zmiany

Sezon wakacyjny w pełni, cały miesiąc minął jak z bicza trzasł. A My podjęliśmy życiową decyzję :) mianowicie zakupiliśmy domek … nasz mały wymarzony domek na wsi :) Od ponad tygodnia trwają prace „na polu boju” :) Idziemy do przodu, nieraz zrezygnowani, pełni obaw i czasem nawet zwątpienia w słuszność podjętej decyzji :) Ale jest siła i moc …. a najwazniejsze chyba w tym wszystkim, że idziemy w kierunku realizacji marzeń. Czasem trzeba w życiu podjąć ryzykowną decyzję, by znaleźć spełnienie.

Jestem szczęśliwa, na prawdę :) cieszę się z każdego postępu prac. Jestem dumna z Pana Męża, że tak ciężko dla nas pracuje, znosi nasze kaprysy i podąsywania :)

Gorzej może znoszą to nasze dzieciaczki, ponieważ zostały pozbawione wakacji, codziennie muszą wstawać przed 7:00 …. Ale mam nadzieję, że wszystko zostanie im wynagrodzone :)

Zmiany Zmiany, zmiany …Dodatkowo  Amelka zmienia szkołę, całe otoczenie. Dzielna jest, doskonale wiem, że sobie poradzi.

Chyba idzie ku lepszemu :)

Wiktor – mały mężczyzna

Od ponad miesiąca nasz Wiktorek jest dwulatkiem. Nasz mały mężczyzna ma 86 cm wzrostu i waży 12 kg. Rozmiar ubranek nosi na 92 cm. Jest o 5 cm niższy od swojej siostry, gdy była w jego wieku (chociaż jego startowa miara była o dwa centymetry większa niż Amelki). Jego pełne, zdrowe i lśniące uzębienie jest jego wielkim atutem, oby tak dalej :). Jego dieta jest różnorodna, nie brakuje owoców i warzyw – chociaż z tymi drugimi jest delikatny problem. Nadal pije mleko i od pewnego czasu znowu budzi się w nocy, a raczej nad ranem (około 4) na „pierwsze” śniadanie.

Mało mówi, więcej gestykuluje. Nadrabia bieganiem, wspinaniem, psoceniem ;) Uwielbia traktory, auta i wszystko co jest w jakikolwiek sposób związane z wsią. Podczas pobytu u dziadków kilkakrotnie musi odwiedzić cielaczki, zebrać jajka no i oczywiście chociaż posiedzieć na traktorze. Coraz mniej podobają mu się przechadzki w pozycji siedzącej w wózku. Jednak nie lubi też spokojnego spaceru, po krótkiej chwili potrafi wyciągać rączki i oglądać świat siedząc wygodnie na czyichś rękach. Potrafi uparcie dążyć do zamierzonego celu.

Ponadto jest uroczy, potrafi przyjść dać buziaka albo chociaż na chwileczkę się przytulić. Potrafi też próbować wymusić coś płaczem bądź krzykiem. Temperament to On ma :)

IMG_6868

Nieposkromione ośmiolatki

Krzysztof – małżonek czyli ;) musiał pilnie wyjechać do stolicy, ja tymczasem na godzinę 18:00 na wywiadówkę naszej drugoklasistki musiałam się stawić. Ostatnie zebranie, dosyć ważne … Amelka ściągnęła dziadków jako opiekunów i takim sposobem dwie pieczenie na jednym ogniu :) Dziadkowie spędzili miło czas z wnukami a ja uczestniczyłam na zgromadzeniu rodziców ;)

Pani stwierdziła, że nie może opanować dzieci. Ze nie słuchają … że rozbrykane … że rozkojarzone … Ze potrzeba zastosowania jakiś kar jest mile widziana.

No tak, zgodzę się – ja matka dziewczynki dosyć wygadanej, buntowniczki, stąpającej twardo po ziemi – że czasem trudno dotrzeć z jakąś informacją. Ale kurczę !!!! Dzieci siedzą w tych ławkach, nie mają kiedy się wybiegać, wyskakać … Przerwy są im zabierane, bo na lekcji gadały … Jak mają zachowywać się inaczej ? Po lekcjach ( powrót po 16:00) jakieś zajęcia dodatkowe … odrabianie lekcji no i wieczór … Rano nie ma szansy by wybiegały się na dworze, bo zawsze coś i coś .. no i znowu do szkoły ….

A przecież mówiono nam, że lekcje będą prowadzone w formie zabawy, że nikt ich trzymał nie będzie po 45 minut w ławce … a co ??? echhh szkoda gadać

A teraz pretensja do rodziców, a bo to zapanować nad dziećmi nie umiemy … A, że to dzieci nie są wrażliwe, a to że myślą o sobie … No ale w jakich czasach żyjemy ???

Nie będę marudzić bo to nie o to chodzi ….

Zwróciłam uwagę Pani, że nie do końca sprawiedliwie ocenia pracę dzieci … oczywiście od razu stwierdzenie, że dziecko musi nauczyć się pracować w grupie .,.. No ale co zrobić, gdy dziecko twierdzi, że kolega z ławki ciągle przeszkadza, ze rozprasza, rozmawia — jaka praca ? jaka współpraca ma być kiedy to inne dziecko czytać nie potrafi ??? Kiedy obniża loty całej grupy ? Kiedy to przez jedną osobę inni są oceniani słabo albo negatywnie ??? Oczywiście współpraca jest bardzo ważna … ale czy twierdzenie, że dziecko lepiej uczące powinno siedzieć z tym mniej radzącym sobie -  tak dla wyrównania szansy jest ok ??? Dlaczego ja muszę znaleźć czas by posiedzieć kilka godzin w domu pracując z dzieckiem, tłumacząc … a ktoś inny olewa sprawę i będzie ok ???

Wściekła jestem …

Oczywiście przeprowadziłam z Amelką rozmowę, że trzeba pomagać słabszym, że nalezy pracować w grupie, bo razem zawsze łatwiej. Ale na to by dziecko ciągnięte było za jedną nogę w dół to już się nie zgadzam O Nie !!!

Moje dziecko ma kary, ponosi konsekwencje złych zachować, rozmawiamy tłumaczymy … są nagrody, pochwały …Ale jak mam się zachować w tej sytuacji ? Nie wiem …

Myślę, że ta sytuacja jest dla mojego dziecka krzywdząca …

echhh życie

….. jak to było ?

Ponad 22 miesiące temu na świat przyszedł nasz upragniony synek. Całkiem niespodziewanie, delikatnie przed terminem wyznaczonym przez lekarza. Wszystko się zmieniło ….

Będąc z Wiktorkiem w ciąży często rozmyślałam, jak to będzie … w ogóle jak to możliwe jest posiadanie dwójki dzieci i otoczyć je miłością – taką samą, bezgraniczną miłością. A może nie uda się pokochać tego drugiego albo to pierwsze odejdzie na dalszy plan ….

Dziś już wiem, że można. :) Dane nam jest posiadanie dwójki, najwspanialszych dzieciaków na tej planecie :) Każda matka tak mówi o swoich pociechach i każda matka ma rację :) Nasze dzieci różnią się od siebie nie tylko fizycznie (jeżeli chodzi o płeć) ale i temperamentem, charakterem i w ogóle są inne. Mogę tak wyliczać od pierwszych godzin życia, różnic jest masa ….

Wiktorek to taka przylepa, taki pieszczoch, … Amelka bardziej wycofana jeżeli chodzi o okazywanie uczuć – ale uczy się od brata :) Uwielbiają siebie – chociaż niekiedy bywa gorąco, głośno i płaczliwie – jakoś dogadują się.

Szkoda że jest między nimi dość spora różnica wieku … ale na szczęście oboje gdzieś tam w jakimś małym stopniu mają podobne zainteresowania :)

Amelka rewelacyjnie pokazuję młodszemu bratu jak się bawić lalkami, a ten w ramach podziękowania „uczy” czym jest zabawa autami. Jestem pełna podziwu kreatywności tego szkraba, pomysłowości w wymyślaniu sobie zabawy. Na prawdę, Amelka tak nie potrafiła się bawić. Zajmowała się chwileczkę czymś, zaraz rezygnowała, wymyślała coś innego .. i w sumie nie ogarniała sobie sama czasu. No chyba że był to czas spędzany na dworze :) w sumie teraz tez tak ma … :) Posiada masę zabawek, ale sama nie umie czerpać z nich korzyści …. jakiejś satysfakcji … może potrzebuje towarzysza – nie wiem.

Z kolei Wiktor potrafi spokojnie godzinę przestawiać swoje autka z miejsca w miejsce, tworzyć jakieś przeszkody, genialnie wybrnąć z trudnej sytuacji …. Co prawda teraz jesteśmy na etapie słowa „NIE” i żadna sugestia nie wchodzi w grę :) ale nie jest źle :)

Będąc w ciąży z Amelką byłam pełna obaw jak to będzie -  jak to wszystko ogarniemy, później z Wiktorem nie wiedziałam czy uda się to wszystko pogodzić – a teraz zastanawiam się, jak to było kiedy przez pierwsze cztery lata małżeństwa byliśmy tylko we dwoje …. Co robiliśmy z tym całym wolnym czasem ? nie wiem :) normalnie jakaś abstrakcja :)

Słoneczko wychodzi zza ciemnych chmur …. wiosna … Lubię to :)